Nauczycielka Maria przeżywa burzliwy romans ze spotkanym na wczasach lekarzem Wiesławem. W chwili, kiedy ma zostać matką jego dziecka, dowiaduje się, że jest on mężem jej serdecznej przyjaciółki Elżbiety. Aby uniknąć skandalu, zgadza się, aby jej córeczkę Krysię wychowywali Elżbieta i Wiesław. Wiesław nie jest świadomy, że adoptowana dziewczynka jest jego córką. Elżbieta postanawia, że Maria nie może mieć kontaktu ze swoim dzieckiem.
Dla Marii zaczynają się lata udręki. Nieraz potajemnie, z daleka obserwuje Krysię. Kilka lat później ma miejsce wypadek samochodowy, w którym Wiesław ginie. Krysia zostaje ciężko ranna. Wymaga natychmiastowej transfuzji krwi. Dla dobra dziewczynki Elżbieta i Maria godzą się.
Stanisława Angel-Engelówna (Maria Siennicka, nauczycielka)
Irena Malkiewicz-Domańska (Elżbieta Borzęcka, lekarka, przyjaciółka Marii)
Lidia Wysocka (Lusia, koleżanka Marii i Hanki)
Ina Benita (Hanka)
Dusia Zilke (Krysia, córka Marii i Wiesława)
Kazimierz Wilamowski (Wiesław Borzęcki, mąż Elżbiety)
Mieczysław Cybulski (Władysław Karski, pianista)
Stanisław Sielański (Euzebiusz Rodzynek, weterynarz)
Aleksander Zelwerowicz (dyrektor szkoły)
Józef Orwid (właściciel sklepu)
Henryk Małkowski (woźny w internacie)
Wanda Jarszewska (żona woźnego)
Wanda Jakubińska (właścicielka pensjonatu Zacisze)
Teodozja Bohdańska (właścicielka kawiarni)
Helena Sulima (panna Leontyna, nauczycielka)
Helena Sokołowska (dr Posążkowa, przełożona internatu)
Aleksander Bogusiński (góral doręczający depeszę Borzęckiemu)
Elżbieta Dziewońska (opiekunka Krysi)
Juliusz Kalinowski (pracownik biura podróży)
Władysław Lenczewski (lekarz w internacie)
Feliks Żukowski (Antoni, mężczyzna w szpitalu)
Eugenia Ludecka (Hela, żona Antoniego)
Gwidon Borucki (służący Borzęckich)
Irena Górska (Wiśniewska, uczestniczka zjazdu maturalnego)
Jan Kochanowicz (lekarz robiący transfuzję)
Eugenia Burbianka (Kozłowska, uczestniczka zjazdu maturalnego)
Wiesia Świątnicka (dziewczynka)
Główna rola kobieca była przewidziana dla Jadwigi Smosarskiej. Rozpoczęto nawet zdjęcia z jej udziałem. Niestety, choroba (prawdopodobnie było to poronienie) nie pozwoliła jej kontynuować pracy w tym filmie. Produkcję wznowiono już z udziałem Stanisławy Angel-Engelówny.
Podobno przy scenie, gdy Stanisława Angel-Engelówna, po wyjściu ze szpitala, rzuca się na pusty wózek, który był prezentem od jej przyjaciółek, granych przez Lidię Wysocką i Inę Benitę, Ina Benita wybuchła głośnym śmiechem. Powodem był przesadny, teatralny styl aktorski Engelówny, który raził Benitę. Obie panie od tego czasu nie darzyły się sympatią.
plenery
przy realizacji filmu współpracowały następujące firmy
- meble – firma Józefa Sroczyńskiego ul. Marszałkowska 150
- narzędzia chirurgiczne – firma J. Jodłowskiego ul. Marszałkowska 81
- maski do operacji – firma Leonarda Szeffela ul. Marszałkowska 141
- urządzenie wnętrz kliniki – firma Konrad Jarnuszkiewicz i Ska ul. Grzybowska 25
- narzędzia chirurgiczne – firma Hipolita Ambera ul. Marszałkowska 139
- suknie Stanisławy Angel-Engelówny i Ireny Malkiewicz-Domańskiej – firma Goussin-Catley ul. Mazowiecka 3
Trudno doprawdy o gorszą profanację tego prawdziwie świętego pojęcia, jakim jest Serce matki. Oto młoda dziewczyna puszcza się (tak, do licha!) z przypadkowo spotkanym człowiekiem bez krzty honoru męskiego (jak się to później okaże) – dzieje się to w jakiejś ustronnej chacie wiejskiej, a ilustracją tego koszmaru jest bardzo operetkowa burza. Później on wraca – do swojej żony, a potem okazuje się, że ta żona jest przyjaciółką szkolną „uwiedzionej”, potem z tej obrzydliwej przygody rodzi się dziecko, on korzysta w międzyczasie z głupiego pretekstu, aby zerwać ze zdeprawowaną przez siebie kobietą, a ta znów okazuje swoje „serce matki” w ten sposób, że oddaje dziecko (dla jego „dobra”!) na wychowanie – własnej przyjaciółce, a żonie swego kochanka. I dalej ciągnie się ta naprawdę bezsensowna i pozbawiona wszelkiego smaku historia tak długo, aż wreszcie widz zaczyna się orientować, że film powinien być już dawno skończony – i zapomniany. Straszne dłużyzny – ta klinika położnicza, ta transfuzja krwi, fotografowana od początku do końca z całą dokładnością, te ryki i jęki nieustanne bohaterki filmu, to jej stałe rozszerzanie źrenic i błyskanie bezwyrazowymi oczyma przy każdym słowie „tak”, przy każdym słowie „nie”, tudzież przy zamawianiu bezów i czekulady – to przechodzi siły widza, a już zwłaszcza recenzenta. Trudno jest się zorientować: gdzie w tym „utworze” jest pion moralny, gdzie jest jakiś system – czy schemat choćby – estetyczny? Daremne żale, próżny trud! Z najlichszej kuchennej powieści wywałkowano ohydny film bez kośćca – jakiegoś potworka, dziwo płaksiwe, pranie brudów. Dodać jeszcze należy – aby być już całkowicie sprawiedliwym – że temat jest absolutnie niefilmowy. Jest to jedna koszmarna dłużyzna bez jakiejś zorganizowanej akcji, urągającej wszelkim najprymitywniejszym zasadom twórczości w ogóle. Problem? Jest. Że, panie dzieju, kiedy się dziewczyna „zapomni”, to przecież nic strasznego. Ma potem prawo straszyć biednego widza okropnym łypaniem oka przez 25 aktów i rozdzierać mu uszy położniczym krzykiem.
Nawet w najgłupszej powieści i w najgłupszym filmie nie wolno zapominać o tym, że każdy widz jest estetą – i ma jakiś swój system moralny. Tak. A poza tym, to jest za ubogie – taka głupia przygoda nocna – aby z tego stwarzać „problem”. Że niejaki pan Marczyński rozwałkował to stęchłe ciasto na kuchennym stole, to jeszcze nie powód, aby reżyser lepił z tego pierogi i wpędzał niewinnych ludzi w chorobę żołądka! Stanowczo należy zaprotestować przeciw panowaniu bezsensu i jałowości moralnej. Przeciwko dmuchaniu pustych baniek, gloryfikowaniu ślamazarności życiowej i bezwyrazowej bujdy. Najgorzej wyszła na tym p. Angel-Engelówna. Bo takiej roli rzeczywiście nie można było zagrać dobrze. Ostateczna konkluzja: film bez żadnej pozytywnej wartości. Żałować tylko należy dobrej, charakterystycznej Lidii Wysockiej, że ze swoim „mimozowatym” geścikiem wdepnęła w ten ginekologiczny koszmar.
„Prosto z mostu” 1939, nr 4