Aleksander Zelwerowicz uczęszczał w Warszawie do gimnazjum, ale z VI klasy wydalono go z „wilczym biletem” za bywanie w teatrach ogródkowych. Po zdaniu matury w rosyjskim gimnazjum w Orle studiował w Wyższej Szkole Handlowej im. Kronenberga, a jednocześnie w Klasie Dykcji i Deklamacji przy warszawskim Towarzystwie Muzycznym. Ukończył ją w 1897 r. Za jego debiut przyjmuje się występ w roli Lokajczuka w Komedii omyłek w warszawskim Cyrku z zespołem teatru łódzkiego.
W latach 1898–1899 studiował literaturę i nauki społeczne na uniwersytecie w Genewie. Podczas wakacji 1899 roku zaangażował się do łódzkiego zespołu Wołowskiego. Od jesieni 1900 roku przez 8 sezonów grał, a także reżyserował w Teatrze Miejskim w Krakowie. W tym okresie wyjeżdżał wielokrotnie na występy gościnne do innych miast. W teatrze tym zagrał 300 ról. Z Krakowa w 1908 roku przeniósł się do Łodzi, gdzie kierował Teatrem Victoria. Wystawiał tu narodowy repertuar, wyjeżdżał na występy gościnne, m.in. do Petersburga.
Następnie przeniósł się do Warszawy, do Teatru Polskiego. Grał także i reżyserował w Teatrze Narodowym, Wielkim i wszystkich scenach TKKT. W 1928 roku reprezentował z Leonem Schillerem polskie środowisko teatralne na jubileuszu MChAT w Moskwie. W latach 1932–1935 wyjeżdżał ze studentami PIST na Łotwę, do Czechosłowacji, Jugosławii i Włoch. Od 1911 roku grał w filmach polskich. Często z wielkim powodzeniem występował w Polskim Radiu. W 1925 roku dla wytwórni Odeon nagrał kilka recytacji, m.in. bajek Adama Mickiewicza i Aleksandra Fredry.
W okresie okupacji niemieckiej wycofał się z teatru. Pracował na wsi jako dozorca obory, potem kasjer i kwestarz Domu Inwalidów Wojennych, wreszcie kierownik przytułku dla starców. Po wojnie grał w Teatrze Wojska Polskiego w Łodzi, potem w Katowicach i Krakowie.
Od 1947 roku zaangażował się do Teatru Polskiego w Warszawie, gdzie pozostał już do końca życia. Od 1948 roku męczyła go choroba prowadząca do niedowładu rąk i nóg. Mimo to występował jeszcze w 1954 roku, choć nie mógł już wtedy chodzić. Pięciokrotnie obchodził jubileusze, ostatni – 60-lecia pracy artystycznej, w 1954 roku w Teatrze Polskim.
Od 1919 roku należał do ZASP; był współtwórcą Związku, członkiem Naczelnej Rady Artystycznej, od 1924 roku członkiem zasłużonym. Należał do najsłynniejszych polskich nauczycieli gry aktorskiej. W 1947 roku zorganizował w Warszawie Państwową Szkołę Dramatyczną, był jej rektorem do chwili połączenia z PWST (1949), a potem profesorem i honorowym rektorem do końca życia. Od 1955 roku ta uczelnia nosi jego imię.
O 1949 roku był członkiem Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju.
Ogłosił wiele artykułów teatralnych, a pośmiertnie wydano jego wspomnienia pt. Gawędy starego komedianta (Warszawa 1958).
Zaliczał się do najwybitniejszych aktorów, a także do najśmielszych i najbardziej oryginalnych inscenizatorów polskiego teatru.
1912 PRZESĄDY (hrabia, ojciec Lidii)
1913 OBRONA CZĘSTOCHOWY; Film nieukończony (Jan Onufry Zagłoba)
1914 TAJEMNICA POKOJU NR 100 (ojciec Belli)
1916 OCHRANA WARSZAWSKA I JEJ TAJEMNICE (ojciec Zapolskiej)
1922 ROK 1863 (Aleksander Wielopolski)
1923 NIEWOLNICA MIŁOŚCI Obsada aktorska
1924 SKRZYDLATY ZWYCIĘZCA Obsada aktorska
1928 HURAGAN (Aleksander Wielopolski)
1929 MOCNY CZŁOWIEK (wydawca)
1929 TAJEMNICA SKRZYNKI POCZTOWEJ Obsada aktorska
1932 KSIĘŻNA ŁOWICKA (Broniec, marszałek zamku)
1932 PAŁAC NA KÓŁKACH (Francesco)
1933 DZIEJE GRZECHU (chirurg)
1934 PRZEBUDZENIE (Płoński)
1935 DWIE JOASIE (Kowalski)
1938 GRANICA (Walerian Ziembiewicz, ojciec Zenona)
1938 LUDZIE WISŁY (Idzi Zabawski)
1938 SERCE MATKI (dyrektor szkoły)
1938 WRZOS (ziemianin Jan Szpanowski, ojciec Kazi)
1939 CZARNE DIAMENTY (Pogorzałka, ojciec Teresy)
1939 DOKTÓR MUREK (dyrektor Jan Czabran, ojciec Tunki)
1939 TRZY SERCA (Seweryn Tukałło, kuzyn hr. Tynieckiej)
1946 DWIE GODZINY (staruszek, były sąsiad Marka)
1946 WIECZÓR WIGILIJNY film krótkometrażowy (profesor)
Był jednym z najwybitniejszych artystów ubiegłego stulecia. Mistrzem sceny polskiej. Reformatorem nowoczesnego szkolnictwa artystycznego. Znakomitym pedagogiem. Czasem przykrym i uszczypliwym, a mimo to i uwielbianym przez swoich uczniów, którymi się opiekował, których kochał jak własne dzieci i wspierał finansowo. Zawsze jednak robił to w taki sposób, aby nikogo nie urazić.
Wykształcony, piekielnie inteligentny i piekielnie złośliwy. To dzięki niemu i jego energii powstała przed wojną uczelnia kształcąca aktorów i reżyserów Państwowy Instytut Teatralny przekształcony po wojnie w Państwową Wyższą Szkołę Teatralną noszącą od roku 1955 jego imię.
Aleksander Zelwerowicz urodził się w Lublinie 14 sierpnia 1877 r. Jego ojciec walczył w powstaniu styczniowym, za co został skazany przez władze carskie na czteroletnie zesłanie wraz z rodziną na Syberię, gdzie pracował w kopalniach Czelabińska. Wcześnie zmarł. Młodego Aleksandra wychowywała matka. Teatr miał we krwi. Zgodnie z życzeniem matki ukończył Szkołę Handlową im. Kronnenberga, a także przez dwa lata studiował w Genewie nauki społeczne. Jednak o teatrze nie przestał myśleć. W Warszawie ukończył Szkołę Dramatyczną i zaczął występować w teatrach. Oglądał go Kraków i Łódź, gdzie dwukrotnie był dyrektorem, a także Wilno. W roku 1913 związał swoje losy z dyr. Arnoldem Szyfmanem i jego Teatrem Polskim w Warszawie. Z tym teatrem łączyły go najsilniejsze więzy. Zagrał w swoim życiu ponad 800 ról. Do najważniejszych zaliczano takie role jak Senator w Dziadach, Major i Rzecznicki w Fantazym, Wielki Książę Konstanty w Nocy listopadowej, Samuel w Sędziach, a z ról fredrowskich Kapelan w Damach i huzarach, Cześnik w Zemście i Szambelan Jowialski w Panu Jowialskim. Ponadto grywał w sztukach Szekspira, Moliera, Beaumarchais'go, Shawa, Schillera, Goldoniego, Oscara Wilde'a i wielu innych. Wyreżyserował w swoim życiu równie pokaźną ilość sztuk. To on po raz pierwszy wprowadził na scenę w roku 1909 „Klątwę” Stanisława Wyspiańskiego, a w roku 1911 Samuela Zborowskiego Juliusza Słowackiego.
Moja znajomość z Aleksandrem Zelwerowiczem datuje się od roku 1946, kiedy to po raz pierwszy jako początkujący aktor znalazłem się w zespole tego szacownego wówczas teatru. I choć nigdy nie byłem jego uczniem i nie miałem szczęścia grać z nim na scenie, cieszyłem się jego sympatią. Często miałem okazje rozmawiać z nim, a nawet bywać w jego domu przy al. Szucha 11, gdzie mieszkała większość wybitnych aktorów tego teatru. W jego pokoju na widocznym miejscu wisiał portret marszałka Józefa Piłsudskiego. Chłonąłem za każdym razem jego opowieści o aktorach i dawnym teatrze. Raz nawet spędziłem z nim i z jego ostatnią żoną urlop w Świeradowie Zdroju. Pamiętam, że już wtedy zaczynały się problemy z chodzeniem i wszystko obracał w żart, nigdy nie tracił humoru. Na pożegnanie poklepywał mnie zawsze po ramieniu, a ja czułem się dumny i dowartościowany. Wielokrotnie miałem okazje podziwiać Aleksandra Zelwerowicza na scenie. Przed wojną jako młody chłopak widziałem go dwa razy. I dwa razy wychodziłem oczarowany jego aktorstwem. Pierwszy raz widziałem go jako Pana Pickwicka w przeróbce powieści Karola Dickensa Klub Pickwicka a potem jako Porfiry'ego w Zbrodni i karze Dostojewskiego w Teatrze Polskim. Zmieniał się w każdej z tych ról nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Po wojnie zobaczyłem wielkiego Zelwera w Łodzi w Teatrze Wojska Polskiego w Elektrze Giraudoux. W rewelacyjnym przedstawieniu w reżyserii Edmunda Wiercińskiego i w przepięknej scenografii Teresy Roszkowskiej grał Żebraka na zmianę z Jackiem Woszczerowiczem. Do dziś mam przed oczami to przedstawienie i jego niezwykłą posturę. Charakterystyczny głos i precyzyjny sposób mówienia w połączeniu z ruchami pełnymi godności nadawały postaci Żebraka boskiego dostojeństwa, zwłaszcza że postać ta nie bierze w sztuce bezpośredniego udziału w akcji, tylko komentuje i jak gdyby tłumaczy następujące po sobie zdarzenia. Wielka to rola i wielkie przedstawienie, na które jeździła cała Polska do Łodzi. Sztukę zdjęto z afisza po 44 przedstawieniach jako fałszywą ideologicznie. W Warszawie zaś widziałem Mistrza jako Inspektora w sztuce Pristleya Pan inspektor przyszedł oraz jako Majora w Fantazym Juliusza Słowackiego, a przede wszystkim jako genialnego wprost Szambelana Jowialskiego w Panu Jowialskim Fredry. Jego monolog z klatką to wielki, niepowtarzalny majstersztyk. Nigdy potem nie widziałem już tak genialnie zagranego Szambelana. Ostatnią jego rolą był Jaskrowicz w niedokończonej sztuce Stefana Żeromskiego Grzech, z dopisanym trzecim aktem przez Leona Kruczkowskiego, na scenie kameralnej Teatru Polskiego przy ul. Foksal. Był już bardzo chory. Zarówno w życiu, jak i na scenie poruszał się o lasce. Z ogromną siłą wyrazu stworzył wstrząsającą i tragiczną postać starego człowieka. Partnerowali mu młodzi, wybijający się wówczas aktorzy Hanka Skarżanka i Władek Sheybal. Sięgał także często po pióro. Robił to równie znakomicie jak wszystko inne. Część jego listów ocalała i ukazała się w druku. A jego Gawędy starego komedianta urzekają formą i językiem przenoszącym najpiękniejsze tradycje staropolskiej narracji.
Wystąpił również w wielu filmach polskich, zarówno niemych, jak i dźwiękowych. Te przedwojenne z lat trzydziestych to między innymi: Księżna Łowicka, Dzieje grzechu, Dwie Joasie, Pałac na kółkach, Wrzos, Trzy serca, Doktor Murek oraz Żona i nie żona. Jedyny film zrealizowany po wojnie w roku 1946 z jego udziałem przez Stanisława Wohla i Józefa Wyszomirskiego Dwie godziny wszedł na ekrany dopiero po jego śmierci w roku 1957. Film o ludziach naznaczonych piętnem wojny. Zmarł 18 czerwca 1955 roku. W tym roku mija pięćdziesiąta rocznica jego śmierci.
Witold Sadowy, „Gazeta Wyborcza – Stołeczna” 2005, nr 147 (27 czerwca)