Kocha... lubi... szanuje...
1934 rok
28 marca 1934 roku
komedia
pełnometrażowy
Michał Waszyński
Arnold Waszyński
Napoleon Sądek
Seweryn Steinwurzel
Stefan Norris, Jacek Rotmil
Henryk Wars
Emanuel Schlechter, Konrad Tom
Stanisław Rochowicz
Konrad Narkiewicz
Stephot
Falanga
Universal Pictures
Michał Gojchrach
USA (I Like - I Love - I Respect), Francja
Władek, skromny praktykant, pracuje w aptece. Kocha się z wzajemnością w kasjerce Lodzie. Nie stać ich jednak na ślub, bo trwa kryzys gospodarczy. W czasie pracy Władek zapada w sen. Po przebudzeniu od klienta dowiaduje się, że kryzys się skończył. Władek sprzedaje akcje, które dostał w spadku po rodzicach. Chce od razu ożenić się z Lodą, ale ona nie myśli o ślubie, tylko o lekcjach tańca i karierze artystki.
Władek jedzie do Warszawy. Dzierżawi teatr rewiowy Olimpia i zostaje jego dyrektorem. W prasie pojawiają się ogłoszenia o naborze kandydatek do zespołu rewiowego. Zachwycona Loda zgłasza się do Tairowskiego, reżysera w Olimpii. Ten, zmęczony kaprysami Violetty, gwiazdy teatru, zgadza się, za namową Władka, by Loda została gwiazdą nowej rewii. Władek angażuje klakierów, którzy podczas premiery mają wygwizdać artystkę.
Występ Lody kończy się owacjami publiczności, także klakierów. Kiedy Loda spotyka Władka w garderobie, jest przekonana, że przyjechał specjalnie na jej występ. On nie ukrywa, że kupił teatr, by ona była w nim gwiazdą. Dopiero klakierzy, którzy przyszli oddać pieniądze, bo nie wywiązali się z umowy, uświadamiają jej, że Władek chciał ją skompromitować.
Obrażona Loda przyjmuje zaproszenie na dancing od hrabiego Stopalskiego, swojego wielbiciela. Władek idzie tam w towarzystwie Violetty. Obie artystki nie szczędzą sobie złośliwości. Loda po wypiciu szampana brawurowo tańczy fantazję węgierską. Wściekły Władek wychodzi. Następnego dnia zapewnia Lodę o swojej miłości, ale ona traktuje go z dystansem. Jej sława rośnie, bilety na kolejne przedstawienia są wyprzedane.
Hrabia obsypuje Lodę kwiatami. Zazdrosny Władek chce go wyrzucić z teatru. Awanturujący się mężczyźni wpadają na scenę, przerywając występ Lody i śpiewaków ucharakteryzowanych w stylu „blackface” („czarna twarz”). Przedstawienie ratuje Władek, który – upodobniony do Murzyna – śpiewa po angielsku przebój Alaska. W tym czasie Loda zabiera rzeczy z garderoby i jedzie na lotnisko. Władek dociera tam w chwili, gdy samolot wzbija się w powietrze.
Władek budzi się w aptece. Opowiada swój sen klientowi. Jak się okazuje, jest to reżyser filmowy. Kupuje od Władka sen-scenariusz i angażuje wszystkich obecnych do swojego filmu. Na planie trwają zdjęcia. Wszyscy śpiewają piosenkę, że kryzys minie i trzeba być optymistą.



