Aniuta jest córką rosyjskiego generała Pankratowa. Jego przełożeni mają mu za złe, że niegdyś ożenił się z Polką. Aby zyskać ich uznanie, chce wydać córkę za rosyjskiego oficera, hrabiego Bobrowa.
Aniuta będąc świadkiem ulicznej obławy, ratuje polską rewolucjonistkę, Bolesława. Zakochują się w sobie, jednak Bolesław nie wie, kim ona jest. Aniuta zaczyna interesować się swoimi polskimi korzeniami i coraz bardziej czuje się Polką. Zrywa zaręczyny z Bobrowem.
Próbując odnaleźć swą polską rodzinę dowiaduje się, że Bolesław jest jej krewnym. Ratuje go podczas rewizji u niego w domu. Bolesław zostaje wyznaczony do wykonania zamachu na generała Pankratowa i strzela do niego. Generał zostaje ciężko ranny, a Bolesław aresztowany i skazany na śmierć. Aniucie udaje się sfałszować dokumenty ułaskawiające Bolesława. Zabiera go z więzienia i wywozi za granicę.
artykuły powiązane
Jeszcze większe wątpliwości towarzyszyły filmowi Mieczysława Znamierowskiego Córka generała Pankratowa z 1934 roku. W jednej z przedwojennych recenzji można znaleźć wzmiankę o scenie w leśniczówce. W filmie jednak takiej sceny nie ma. W pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że zachowana kopia jest niekompletna i wspomnianej sceny po prostu brakuje. Jednak dokładne badania taśm wykazały, że prawda jest o wiele ciekawsza.
Do naszych czasów zachowały się dwie przedwojenne kopie tego filmu na łatwopalnej taśmie nitro. Podczas porównywania zawartości taśm okazało się, że scena spotkania w parku dość znacznie różni się w obu kopiach. Kiedy w jednej pojawia się ujęcie, którego w drugiej w tym miejscu nie ma, mogłoby się wydawać, że należy je uzupełnić, ponieważ zwyczajnie go brakuje. Problem w tym, że ani w jednej, ani w drugiej kopii nie ma w tych miejscach żadnych ubytków lub sklejek, które sygnalizowałyby jakieś zniszczenia – w obu taśma jest cała, a mimo to występują różnice w obrazie.
Oznacza to, że mamy do czynienia z dwiema różnymi wersjami filmu. I rzeczywiście, Córka generała Pankratowa na skutek ingerencji cenzury istniała w dwóch wersjach. W jednej generał został postrzelony przez rewolucjonistów w swoim mieszkaniu, natomiast w drugiej, dotychczas nieznanej, miała miejsce strzelanina we wspomnianej leśniczówce. Jakimś cudem do naszych czasów zachowały się obie wersje. I tu rodzi się kolejny dylemat: którą z nich należy uznać za podstawę rekonstrukcji. Czy wersję pierwotną, która zapewne była bliższa zamysłowi reżysera, czy tę późniejszą, która weszła na ekrany i której dotyczą wszystkie przedwojenne recenzje.
Michał Pieńkowski, pleograf.pl
plenery
Pomimo pewnych nierówności w montażu, skutkiem czego niektóre sceny są urwane i pozbawione płynnego ciągu, film sprawia wrażenie na ogół dodatnie. Dużo w nim akcji, dużo ruchu, dużo pierwiastków czysto kinowych. Na specjalne uznanie zasługują czyste i dokładne zdjęcia (zasługa operatora Steinwurcla). Wśród wykonawców na plan pierwszy wybija się znakomite trio: Nora Ney w roli tytułowej, Kazimierz Junosza-Stępowski jako bezwzględny satrapa oraz Franciszek Brodniewicz jako rewolucjonista. Nareszcie! Dotychczas widzieliśmy go wyłącznie w rolach zbrodniarzy, złoczyńców, awanturników. Brodniewicz, ze swą twarzą o zuchwałych orlich rysach, twarzą á la Kmicic, wart był lepszego losu. To też winszujemy mu awansu w tym filmie. Nora Ney – bardzo dobra, a zwłaszcza w momentach dramatycznych, a w scenie modlitwy, w serdecznej rozterce duszy dziewczęcej pomiędzy miłością do ojca i do kochanka – wręcz wzruszająca!... Mistrz Junosza-Stępowski stworzył znów jedną ze swych kreacji niezapomnianych, jakby w kamieniu wykutych, a Mieczysław Cybulski osiągnął wysokie napięcie w swej fragmentarycznej roli oficera żandarmerii.
„Kino” 1935, nr 1
Inteligentna reżyseria (Mieczysław Znamierowski) i wspaniała gra Nory Ney stworzyły film o pierwszorzędnej jakości. Tematem obrazu jest „nawrócenie się” córki rosyjskiego generała, z matki Polki, pod wpływem miłości do młodego rewolucjonisty i budzących się uczuć patriotycznych na widok tragedii narodu, żyjącego w niewoli. Temat niebezpieczny, zwłaszcza dla aktorki, aby nie przejaskrawić tych momentów przeobrażenia, nie wpaść w pusty hurra-patriotyczny patos. Ręka reżysera i subtelna gra p. Nory Ney wyszły z tej walki nie tylko obronnie, ale zwyciężając na całej linii. Nora Ney zasłużyła sobie w pełni na miano czołowej artystki tegorocznej produkcji filmu polskiego.
„Reporter Filmowy” 1935, nr 1
Film Córka generała Pankratowa, noszący pierwotnie tytuł Zamach na gubernatora, osnuty był na wydarzeniu historycznym: na genialnie obmyślonym, jakkolwiek w rezultacie nieudałym, zamachu na generał-gubernatora Warszawy w gorących dniach rewolucji 1905–1906 roku. Na tle perypetii związanych z przygotowywaniem i przeprowadzeniem zamachu, rozgrywał się w filmie romans „córki Pankratowa” z pięknym rewolucjonistą. Specjalny charakter tej miłości, specjalnie tragiczne i – powiedzmy – „odrębne” zabarwienie nadawał jej fakt, że ów rewolucjonista był sprawcą zamachu na ojca ukochanej. Gdyż w pierwotnym filmie roiło się po prostu od zamachów. Ofiarą zamachu, zupełnie zresztą inaczej pomyślanego niż tamten historyczny, padał również ów generał Pankratow, szef żandarmerii rosyjskiej. Jeżeli nawet z punktu widzenia gospodarki akcentami uczuciowości, dozowania napięć, takie ujęcie nie było zbyt szczęśliwe – cała konstrukcja filmu była do tego właśnie przystosowana. Niezależnie od innych swoich plusów czy minusów film w tej pierwotnej postaci (reżyser Znamierowski) miał tę dużą zaletę, że akcja poprowadzona była zwarcie i logicznie; zamach stanowił oś centralną, a wszystkie elementy wątków pobocznych, jak np. możliwość spotkań kochającej się pary, historia wykradzenia skazanego na śmierć rewolucjonisty przez bogdankę itp. – łączyły się konsekwentnie, chwilami bardzo zręcznie, z zagadnieniem naczelnym.
Film, przy całej banalności i specyficzności rozwiązywania problematyki „rewolucyjnej”, był interesujący, pewne fragmenty przykuwały uwagę widza bez reszty, miał przy tym fascynujący posmak autentyczności.
Cenzura zakazała odtwarzania zamachu na Skałona. Mało tego: zakazała nawet ukazania zabójstwa Pankratowa, jako dzieła obmyślonego przez organizację partyjną. Zyskał na tym może brzydzący się terrorem humanitaryzm, ale film – stracił. Stracił w ogóle wszystko – przede wszystkim rację bytu. Córka generała Pankratowa „jako taka” nie interesuje nas zupełnie. Skałon, który gdzieś pędzi powozem, zaprzężonym w rozhukane konie, gdzieś wysiada, gdzieś wchodzi (bez żadnych konsekwencji) – jest zagadką. Najlepiej wyszedł na tych genialnych zmianach biedny Junosza-Pankratow, któremu każą na polowaniu oblegać osobiście (generałowi!) jakichś przypadkowych spiskowców w nieuniknionej w filmie polskim leśniczówce. Naturalnie, rewolucjoniści ukatrupili go – niechcący…
Nie twierdzę, że film w poprzedniej postaci był doskonały, ale miał jakiś sens. Cenzura raz jeszcze zasłużyła się sztuce ekranu – tym razem polskiej.
Leonia Jabłonkówna, Córka generała Pankratowa, „Wiadomości Literackie” 1935, nr 4
Zamach na jenerała Skałona należy już niewątpliwie do historii, tak jak słynne uprowadzenie 10-ciu z Pawiaka i inne fragmenty rewolucji 1905 roku. Tym bardziej więc dziwnym się wydaje, że nie uznano za możliwe odtworzyć sceny zamachu w filmie (podobno ze względu na osoby wówczas biorące w nim udział, które nie życzyły sobie tego, z czym ostatecznie można by się zgodzić, gdyby nie to, że wątpliwości posunięto za daleko, bo aż do skreślenia wszystkich scen z zamachem związanych i nawet samego tytułu). Mamy więc już do czynienia nie z Zamachem ani z Zamachem na jenerała Skałona. Tytuł może nawet właściwy, bo osią akcji jest właśnie córka jenerała, interpretowana znakomicie przez Norę Ney. Kto wie, czy nie najlepsza to kreacja tej przedziwnie fotogenicznej i obdarzonej niepospolitym talentem dramatycznym aktorki filmowej, która słusznie może sobie rościć prawo do miana królowej naszego ekranu. Po Urodzie życia to najpiękniejsza rola Nory Ney, może jeszcze głębiej pojęta i odczuta i z większą zagrana techniką.
Film na ogół jest dobrze grany i obsadzony. Junosza-Stępowski, Brodniewicz, Cybulski, Jerzy Leszczyński, Buczyńska, Jarszewska – zasłużyli sobie na wyrazy szczerego uznania. Śliczne zdjęcia inż. Seweryna Steinwurcla, zręczny i interesujący scenariusz (mimo skrótów i zmian, które chcąc nie chcąc musiano poczynić, a które zamieniły niektóre sceny filmu zwłaszcza w finale), wyjątkowo logiczny i nacechowany szczerym sentymentem bez przesadnej ckliwości. Może tylko dwie, trzy sceny nadto skameralizowane, zbyt ściszone.
Na ogół – wrażenie b. dodatnie. Jeden z lepszych filmów krajowych, dobrze zrobiony.
K-c, Córka jenerała Pankratowa, „Kurjer Warszawski” 1934, nr 357