Państwo Parson nie są małżeństwem szczęśliwym. Nie miłość przyświęcała im przy ołtarzu, lecz wyrachowanie. Ryszard pragnął dzięki arystokratycznym koligacjom Liliany dostać się do wielkiego świata. Liliana pragnęła życia w zbytkowym przepychu. Serce Liliany zapałało żywszym uczuciem do pięknego młodziana Roberta. I on pokochał ją gorąco, domaga się więc, aby ukochana uzyskała rozwód i połączyła się z nim raz na zawsze. Liliana jednak nie decyduje się na to, nawet wówczas, gdy Robert musi wyjechać daleko i grozi im rozstanie. Dochodzi do ostrego konfliktu z mężem, co skłania jednak Lilianę do wyjazdu z Robertem. Mężowi zostawia wszystkie klejnoty. Lecz Robert, biegnąc po taksówkę, wpada pod auto ciężarowe i ginie. Liliana wraca do domu, zanim mąż zdążył się zorientować o jej zamiarze wyjazdu. Zdradzić ją może tylko lekarz, który stwierdzał w obecności Liliany śmierć Roberta. Widząc obraźliwe i brutalne zachowanie męża przyrzeka zachować tajemnicę.
program kinowy
Jest to polski remake amerykańskiego filmu Williama de Mille'a The Doctor's Secret z 1929 roku. W 1930 w swoim podparyskim studiu wytwórnia Paramount zrealizowała remake'i filmu w różnych językach przeznaczone na rynki europejskie. W tym samym czasie i w tej samej scenografii nakręcono wersje: francuską (Le secret du docteur), hiszpańską (El secreto del doctor), włoską (Il segreto del dottore), szwedzką (Doktorns hemlighet), węgierską (Az orvos titka), czeską (Tajemství lékarovo) i polską.
Ujrzeliśmy nareszcie od dawna zapowiadany film całkowicie mówiony w języku polskim. Niewyjaśnione zostaje dla polskiego widza, czy wersja polska filmu Paramountu to wierna odbitka swego amerykańskiego pierwowzoru, narzucająca naszym artystom ramy, poza które wyjść nie było im wolno, czy też dopiero w interpretacji reżysera p. Ordyńskiego i polskiego zespołu aktorów, film ten nabrał cech specyficznych. Ta kwestia pozostaje dla nas prawdziwą „tajemnicą”, to też trudno coś orzec o twórczym wysiłku reżyserskim. To jednak, co widzimy i słyszymy, nasuwa poważne zastrzeżenia. Podstawowy błąd filmu mówionego, tj. teatralność, ujęta w ciasne pole widzenia obiektywu, a nie dająca intelektualnej emocji prawdziwego teatru, wysuwa się na pierwszy plan. Akcja wlecze się wśród dialogów nużących swym konwencjonalizmem, a w dodatku scenariusz nie rozwiązuje problemu stawianego widzom w sensie prawdy życiowej.
Strona techniczna nie zadowala ani pod względem optycznym (zdjęcia nieco płaskie), ani pod względem akustycznym. Przyznać wprawdzie trzeba, że każde słowo jest zrozumiałe i szmerów pobocznych niema, jednakże głosy artystów są fatalnie zniekształcone i brzmią nierealnie.
Artyści z Ludwikiem Solskim na czele, wywiązują się dobrze ze swego zadania, wszyscy nieomal reprezentują wysoką klasę aktorską. NA SPECJALNE WYRÓŻNIENIE ZASŁUGUJE P. Maria Gorczyńska w roli niezwykle trudnej i dramatycznej, wymagające wielkiego opanowania w głosie i w geście.
Przekład Włodzimierza Perzyńskiego dobry w znaczeniu czysto językowym, nie zdołał jednak ożywić dość anemicznych dialogów.
Całość jest ponownym dowodem, że konflikt, który film przeżywa obecnie, zaostrza się coraz bardziej. Walcząc z jednej strony o swoisty wyraz artystyczny, a z drugiej ulegając obawie przed zarzutem technicznego zacofaństwa i utratą swego prestige’u gospodarczego, film znalazł się na rozstajach.
„Kurjer Warszawski„ 1930, nr 243 (5 IX 1930)
Wynalazek odtwarzania w filmie mowy ludzkiej powiększył granice jego możliwości, stwarzając jednocześnie niebezpieczeństwo, ogólnie już znane i omówione, - nawrotu do teatralnej maniery i środków wypowiadania się nie mających nic zasadniczo z kinem wspólnego. Pierwsze filmy mówione były naturalnie słabsze, dziś już jednak znowu mamy dzieła, które mimo posługiwania się dialogami należą bezsprzecznie do tworów X-tej muzy. Takimi są np. filmy Atlantic, Ostatnia kompania.
Autorzy Tajemnicy lekarza nie usiłowali rozwiązać zadań zbyt skomplikowanych. Po prostu sfilmowali teatr. I to teatr klasyczny, stuprocentowy. Niema tu ruchu, akcji, sytuacji. Na tle paru skromnych dekoracji (Paramount’owi widocznie chodziło o to, aby nie ryzykować zbyt wielkich wkładów) stoi, lub siedzi kilka osób i, rozmawia.
Czy to, o czym się mówi jest interesujące? Owszem. Dialogi są pełne strzał ukrytych i jawnych. Niedomówienia nawisają ciężką chmurą niepewności. Słowem atmosfera poczyna działać podniecająco na nerwy słuchaczów. Lecz widzów nie interesuje nic.
To nie film.
Głosy aktorów nie zawsze brzmiały czysto. Sawan huczał, jakby mówił z beczki. Stępowski i Gorczyńska miejscami seplenili. Jedynie Solski był znakomity.
Reżyser Ordyński niewielkie miał pole do działania.
Ilustracji muzycznej nie było.
”Rzeczpospolita” 1930, nr 248 (10 IX 1930)