Różycki Antoni
Antoni Różycki
Antoni Leonard Różycki
aktor, pedagog
Maria Dunikowska z domu Fertner; Maria Ficka
Józef Różycki, Zofia
31 maja 1885 roku, Augustów
5 lutego 1967 roku, Warszawa
Stare Powązki w Warszawie (kwatera 24-II-11)
Złoty Krzyż Zasługi (25 marca 1938); Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (11 lipca 1955); Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (10 maja 1947); Medal 10-lecia Polski Ludowej (19 stycznia 1955)
Antoni Różycki uczył się w gimnazjum w Siedlcach, gdzie występował w teatrze szkolnym. Był wolnym słuchaczem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem wstąpił do Klasy Dramatycznej przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym i ukończył ją w 1905 roku. Występował w wielu teatrach polskich.
Podczas okupacji niemieckiej pracował jako kelner w warszawskich kawiarniach. Po powstaniu warszawskim został wysiedlony, zamieszkał w Końskich.
W latach 1947–1949 był dyrektorem teatru Miejskiego w Lublinie. W 1949 roku wrócił do Warszawy i od tego roku do końca życia należał do zespołu Teatru Polskiego.
Przez wiele lat współpracował z Polskim Radiem.
Należał do grona najsłynniejszych amantów, „pierwszych kochanków” i „salonowych lwów” polskiej sceny. „Kradł serca dwom, trzem pokoleniom warszawianek” – pisał A. Grzymała-Siedlecki (Świat aktorski moich czasów). Predestynowały go do tych ról znakomite warunki zewnętrzne. Jasnowłosy, wysoki, zgrabny, o harmonijnej męskiej budowie, był zawsze elegancki, wręcz wytworny (jak sam mówił, frak był jego „zbroją” sceniczną). Odznaczał się też wdziękiem ruchów i gestów i tzw. „czarującym” spojrzeniem, głos miał miękki, „aksamitny”, wibrujący, a równocześnie, pełen głębokich tonów oraz nienaganną dykcję.
„Głos to był pełen ciepła, o głębokiej konsystencji, pełen męskiego czaru, uwodzicielski i zmysłowy, podatny ekspresji. Taki urzekający baryton niektórzy nazywają mahoniowym” – pisał H. Szletyński. Amantów zaczął grać od początków kariery: amantów komediowych, jak i amantów lirycznych. Według Szletyńskiego „rozwój talentu, ewolucyjne wyzbycie się sztywności wcześniejszego okresu” pozwoliły Różyckiemu ogarniać niemałą rozpiętość i stać się „znakomitym aktorem komediowym”.
„Nie tyle umiał na scenie kochać, ile być kochanym. Kochanym z tej i z tamtej strony rampy” – pisał Grzymała-Siedlecki. „Nieomylnie wiedział, jaka poza, jaki ruch, jakie nabrzmienie głosu największą ilość mu przysporzy wielbicielek z sali widzów, a jak najbardziej przekonywającym się stanie w sytuacji na scenie”. „Wykradał serca” – „niezawodnymi uśmiechami, narkozą swego głosu, domyślnymi spojrzeniami, spokojem upewnionego o zwycięstwie donżuana”, w dialogach urzekał „kunsztem konwersacji scenicznej”. Według tego samego krytyka, Różycki, przez długie lata aktor niezawodny i ulubieniec publiczności, eksploatowany najczęściej w dość nieciekawych rolach typowych amantów w banalnych farsach i komediach, największe osiągnięcia miał w latach trzydziestych: „zmysł aktorski obudził się w nim naprawdę dopiero wtedy, gdy zaczął grać ludzi poważniejszego nieco wieku. Okazało się, że może ze siebie wydobyć struny, o jakie sam siebie może nie podejrzewał – i to w zakresie zarówno humoru, jak i rejestru ocierającego się o dramat”. Często były to role „stateczniejszych mężów, starszych kawalerów czy młodych ojców”.
artykuły powiązane


