Vasseur, bezwzględny biznesmen i oszust, jest właścicielem starego i zniszczonego statku towarowego „Requin”. Aby zdobyć pieniądze na pokrycie długów, przed rejsem do Ameryki ubezpiecza statek na zawrotną sumę i przekupia jednego z majtków, by doprowadził do awarii i zatonięcia Requina. Kiedy statek jest już na oceanie, Vasseur dowiaduje się, że na pokładzie jest także jego żona.
Rudolph Klein-Rogge (armator Vasseur)
Gina Manès (Anna, żona Vasseura)
Albert Préjean (kapitan Richard)
Julian Krzewiński (przewodniczący sądu)
Bogusław Samborski (prokurator)
Antoni Różycki (obrońca)
Wielka gra jest, jak czytamy w programie, pierwszym filmem dźwiękowym produkcji polsko-francuskiej, wykonanym na taśmie w kraju. Wyraz ostatni „w kraju” jest słuszny jedynie co do części drugiej obrazu, znacznie zresztą mniejszej od części pierwszej wykonanej we Francji. Jeżeli ktoś kiedykolwiek mógł mieć wątpliwości jakieś co do wartości obrazów naszych, to po tym właśnie filmie znikną one zupełnie. Wielka gra, w której do części pierwszej, wykonanej nie u nas, „dograno” część drugą, mającą stanowić zakończenie filmu, jest świetnym pomysłem dydaktycznym, uczy bowiem w przystępny sposób, czego brak produkcji naszej. Z zestawieniem tych dwu części filmu wyłazi dopiero szydło z worka nieudolności i braku odrobiny chociaż zdrowego rozsądku u reżyserów naszych. Bo proszę zważyć tylko: część pierwsza - film niezły o podkładzie muzycznym nienajgorszym z dialogami krótkimi, pisanymi na ekranie; część druga - film mówiony, w którym musimy wysłuchiwać (po raz nie wiadomo który) przenudnych przemówień przewodniczącego sądu, prokuratora, adwokata, świadków itp. i patrzeć na wykrzywione twarze artystów naszych, zdjętych tuż przed samym obiektywem. Już tyle razy tłumaczono realizatorom naszym, że kino to nie teatr, że długie, ciągnące się w nieskończoność, dialogi i monologi są niedopuszczalne na ekranie. Nic z tego. Te same błędy, te same niedorzeczności! „Filmowi polskiemu brak mózgu”, - dowcipnie i z wielką oględnością oświadczyło w roku ub. „Kino”. Niestety brak ten staje się chronicznym. Czy pozbędziemy się go kiedy? Zaczynamy już w to wątpić. Zdaje się, że najlepszym lekarstwem na brak ten byłoby zaniechanie na lat kilka produkcji. A tymczasem uczyć się u obcych logicznego opracowywania dobrych scenariuszy, umiejętnej i zwartej reżyserii, starannej, na prawdzie życiowej opartej gry, wolnej od taniego efekciarstwa. Blagą i szumnymi zapowiedziami o „rewelacyjności” tematów i reżyserii nie zajdzie się daleko. Publiczność nasza wykształciła się na doskonałych filmach wytwórni zagranicznych i nie da się brać na kawały.
-icz, Wielka gra, „Dźwięk” 1931, nr 4, s. 30
Film francuski, częściowo mówiony, z dokręconym w Warszawie zakończeniem w języku polskim. Reżyserem filmu jest Henri Chomette, zaś epizod polski wyreżyserował, zupełnie poprawnie, Józef Lejtes. Zarówno konstrukcją, jak i wykonaniem poszczególnych scen, film wyróżnia się pochlebnie od powodzi banalnych „talkiesów” amerykańskich i mdłych „sprechfilmów” niemieckich. Fragmenty portowe i niektóre sceny na okręcie, skazanym na śmierć, mają polot, napięcie, nastrój. Np. świetna scena, kiedy bohaterka, samotna na opuszczonym statku, łączy się ze światem przez radio i słyszy jęk umierającego człowieka (transmisja z dramatu), zdejmuje słuchawki z uszu, lecz jęki słychać wciąż: to ktoś na dnie okrętu walczy ze śmiercią. Jeden z najlepszych pomysłów do filmu dźwiękowego nie został, niestety, należycie wyzyskany. Główne role grają w filmie Chomette’a: Albert Prejean, niewyzyskany głosowo; Gina Manes, fascynująca i ciekawa jak zawsze oraz Rudolf Klein-Rogge, tym razem bezbarwny. W epizodzie polskim Lejtesa: Bogusław Samborski, zawsze skłonny do szarży; Antoni Różycki, wyśmienity w roli adwokata; Julian Krzewiński, poprawny przewodniczący. Technika dialogów, wykonanych w nowej wytwórni dźwiękowej przy ul. Wolskiej, w niczym nie ustępuje zagranicznej.
B., Wielka gra, „Kino” 1931 nr 17