Podczas pobytu nad morzem pani Iza Brenton uległa wypadkowi w czasie kąpieli. Posługacz kąpielowy, któremu udało się wydobyć ją z wody, za namową pijanych towarzyszy, sam będąc również w nietrzeźwym stanie, wtargnął w nocy do pokoju pani Izy.
Nieszczęście chciało, iż w tym samym momencie znajdował się w hotelu reporter jednego z pism brukowych, który z afery tej uczynił sensacyjną wiadomość dla swojego pisma. Małżonek pani Izy, dyrektor jednego z banków nowojorskich, za namową widzącej w tym korzyść dla siebie przyjaciółki, wszczął proces rozwodowy, oddając sprawę w ręce swego przyjaciela, adwokata Farra.
Adwokat Farr, sądząc sprawę z pozorów, w niezwykle ostry sposób przedstawił w sądzie sposób życia i poziom moralny pani Izy, domagając się, by jej jedyne dziecko oddane zostało do zakładu wychowawczego. Niewinna w gruncie rzeczy, prawdziwie moralna pani Iza, postanowiła poznać bliżej adwokata Farra, by go przekonać, że w sądzie swym się pomylił.
Pragnęła ona wywrzeć na nim tą drogą presję i uzyskać zwrot swej ukochanej córeczki. Przychodzi jej to początkowo z trudem, w pewnym momencie chce się nawet posłużyć szantażem, ale w ostatniej chwili zdała sobie sprawę z uczucia, jakie kiełkowało w niej od chwili poznania Farra i w prasie ukazuje się sensacyjna wiadomość o jej zaręczynach z adwokatem.
Jest to polski remake amerykańskiego filmu Victora Schertzingera The Laughing Lady z 1929 roku. W latach 1930–1931 w swoim podparyskim studiu wytwórnia Paramount zrealizowała remake'i filmu w różnych językach przeznaczone na rynki europejskie. W tym samym czasie i w tej samej scenografii nakręcono wersje: szwedzką (Den farliga leken), węgierską (Kacagó asszony) i polską.
Drugi z rzędu polski film, całkowicie mówiony, wytwórni Paramount, aczkolwiek posługujący się wzorami czysto teatralnymi, posiada dużo walorów dodatnich i o całe niebo przewyższa pierwszy „all-talkie” tej samej wytwórni pt. Tajemnica lekarza.
Nierozstrzygniętą dotychczas kwestię, czy film całkowicie mówiony odpowiada przeznaczeniu artystycznemu kina, pozostawić tu trzeba na boku. Stwierdzić jedynie należy, że zrobiono tu wszystko, co było możliwe, aby film oparty całkowicie na dialogach, ustrzec przed nudą i szablonem. Sensacyjna osnowa filmu, może nazbyt, jak dla nas, amerykańska, wszystkie te nieprawdopodobne trochę powikłania pokazano nam jednak w sposób zajmujący. Technicznie filmowi nie można prawie nic zarzucić. Głosy brzmią wyraźnie i dość czysto. Z obawy jednak, aby nie uronić z powierzonego im dialogu, artyści cedzą słowa ze zbyt wielką pedanterią, co psuje wrażenie bezpośredniości.
W miarę udoskonalenia aparatur dźwiękowych przesadne te obrazy znikną niewątpliwie. Bohaterka obrazu, p. Zofia Batycka, znalazła po raz pierwszy rolę jakby dla siebie stworzoną. Pozbyła się ona dawniejszych jaskrawości w grze, potrafiąc jednak wydobyć silne akcenty. Dobra dykcja i wytworna powierzchowność, podkreślona umiejętnością obierania się, dopełniają nadzwyczaj dodatnie wrażenie. Doskonałe warunki dla filmu posiada p. Aleksander Żabczyński, grający z umiarem i prostotą. Dużo swobody wnosi z sobą na ekran p. Ankwiczówna. Pp. Gawlikowski i Biegański, jak zawsze – interesujący przez inteligentne traktowanie swoich ról. W mniejszych rolach pp. Ślaska, Bologna, Modrzewska, Gielniewski i Arcadi (z werwą zagrany reporter) – dociągnięci do dobrej całości.
„Kurjer Warszawski” 1931, nr 37 (7 II 1931)
Drugi po Tajemnicy lekarza, całkowicie mówiony film polski, jest wersją amerykańskiego „alltalkie” pt. The Laughing Lady, z Ruth Chatterton i Clive Brookiem w rolach głównych. W wersji polskiej role te grają Zofia Batycka i Aleksander Żabczyński, tworząc piękną, dobraną i efektowną parę, na której spoczywa prawie cały ciężar akcji, a raczej dialogu.
Korzystne warunki zewnętrzne Żabczyńskiego, którego Warszawa zna również ze sceny Morskiego Oka, ujawnił już reż. Ordyński w Janku Muzykancie, ale dopiero Kobieta, która się śmieje pozwoliła stwierdzić, że jako amant filmu mówionego, Żabczyński góruje w tej chwili nad Sawanem i nad Brodziszem, którzy są, par excellence, gwiazdorami filmów niemych.
Ale… bo jest i ale. P. Żabczyński powinien wystrzegać się tuszy i powinien zdjąć z twarzy przyklejony do niej mdły uśmiech. W Kobiecie, która się śmieje, Batycka śmieje się tylko raz czy dwa, lecz Żabczyński uśmiecha się ciągle.
Brawo, Batycka!… Z ciężkiej próby przed mikrofonem wyszła nasza ex-miss Polonia zwycięsko. Dokonała większej jeszcze sztyki: borykając się z dykcją, co jest mozolnym zajęciem, umiała zachować szczerość i ruchliwość maski, a zwłaszcza spojrzenia… Wspaniała jej aparycja, poparta wyrazistą mimiką i zupełnie poprawną grą (wielka zasługa Ordyńskiego!), odniosła walny triumf.
Piękna lwowianka, po swym udatnym debiucie niemym w Grzesznej miłości, święci teraz, w filmie mówionym, nowy i bodaj decydujący sukces. Witamy ją z radością w pierwszym rzędzie gwiazd polskiego ekranu, obok Smosarskiej, Malickiej i Nory Ney. Poza Batycką i Żabczyńskim, wyróżniają się pp. Gawlikowski i Biegański oraz panie Carlotta Bologna i Krystyna Ankwiczówna. Swobodą i zacięciem nie odznacza się debiutant Arkadi w roli reportera.
Reżyserja Ryszarda Ordyńskiego stoi na wysokości zadania, to też Kobieta, która się śmieje, budzi od początku do końca niesłabnące zainteresowanie.
„Kino” 1931, nr 7 (15 II 1931)
Zdolny młody adwokat Farr (A. Żabczyński) oskarża o wiarołomstwo panią Izę (Z. Batycką), małżonkę bankiera Brenton’a, zwracając się do sędziów przysięgłych – domaga się odebrania jej małoletniej córeczki. Sąd uznając świadomość popełnionego czynu – odbiera jej dziecko.
Mimo tego wyroku Iza postanawia odzyskać dziecko. Będąc na przyjęciu – spotyka w towarzystwie adwokata b. męża. Wykorzystuje to przypadkowe spotkanie i stara się przekonać Farr’a o pomyłce sądu. Począwszy od tego wieczoru Farr przebywając często w towarzystwie Izy poczyna zmieniać swe mniemanie o niej.
Na wiadomość o projekcie wysłania córki do szkół zagranicę, decyduje się on na stanowczą rozmowę z b. mężem – udaje mu się odzyskać dziecko. Sam też w końcu spostrzegłszy wzajemne uczucie poślubia Izę.
„Czas” 1931, nr 132