Irena Eichlerówna po ukończeniu studiów została zaangażowana do Teatru Wielkiego w Wilnie. Następnie w latach 1931–1939 grała w Krakowie i Lwowie, a od roku 1934 w Warszawie w Teatrze Polskim i Narodowym.
Podczas wojny grała dla żołnierzy i uchodźców wojennych w Rumunii i Francji. Po klęsce Francji wyjechała do Brazylii, gdzie również grała w teatrze.
W roku 1948 powróciła do kraju i została zaangażowana do Teatru Polskiego w Warszawie, ale z przyczyn od siebie niezależnych nie zagrała w żadnym przedstawieniu. Od 1956 roku do emerytury była aktorką Teatru Narodowego, występowała również gościnnie na innych scenach.
artykuły powiązane
1933 WYROK ŻYCIA (mecenas Krystyna)
1936 RÓŻA (Krystyna)
1948 POWRÓT (Elżbieta Grudecka)
1966 SZYFRY (Zofia, żona Tadeusza)
wspomnienie
Była jedną z największych indywidualności aktorskich polskiego teatru. Nazywano ją polską Eleonorą Duse. Tadeusz Boy-Żeleński zachwycony jej osobowością i talentem tak pisał o niej, kiedy pojawiła się w Warszawie w latach trzydziestych: „Wśród młodego pokolenia aktorek Eichlerówna jest chyba jedną, prawdziwie godną spadkobierczynią ostatnich wielkich tragiczek polskich miary Stanisławy Wysockiej i Ireny Solskiej”. A Kazimierz Wierzyński – poeta, prozaik, eseista i długoletni krytyk teatralny przedwojennej „Gazety Polskiej”, po Cydzie Corneille'a w Teatrze Narodowym w Warszawie w roku 1935 tak odnotował swoje spostrzeżenia: „Sercem przedstawienia była Irena Eichlerówna w roli Szimeny. Postać ta rosła w miarę gry, aż przysłoniła swoją osobowością innych wykonawców i cały spektakl. Jest to kreacja dawno niewidziana, pełna prawdziwej, głębokiej sztuki. To arcydzieło gry naprawdę niezapomnianej. No i głos, jedyny w swoim rodzaju, wielki, patetyczny, przenikliwy w krzyku i słyszalny w sekretnym, tajemniczym szepcie. Eichlerówna należy do tej rodziny aktorskiej co Jaracz. Są to mistycy sceny. Wejdą na nią, a już dzieje się coś, co nas ujarzmia. Świetna aktorka. Największe u nas zjawisko aktorskie ostatnich lat”. Innym razem ten sam Wierzyński nazwał ją tragiczką na miarę wielkiej Elizabeth Bergner! Powojenni recenzenci zarzucali Irenie Eichlerównie „manieryczność” i specjalny sposób operowania głosem. Tyle że ta „manieryczność” była przez nią zaplanowana i przetworzona artystycznie. Po wojnie Eichlerówna miała tyle samo zwolenników co przeciwników, ale nikt nie był obojętny wobec jej wielkiego talentu. Każda jej nowa rola była wydarzeniem w skali ogólnopolskiej. Należało do dobrego tonu „iść na Eichlerównę”, aby potem w towarzystwie móc dyskutować na jej temat.
Już w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej uważano ja za rzadko spotykane zjawisko, a nawet objawienie. Górowała nad wszystkimi inteligencją, wyobraźnią i talentem. Była ulubienicą wielkiego Zelwera. Po studiach wyjechała z nim do Wilna, gdzie Aleksander Zelwerowicz objął dyrekcję teatru. Tam też w roku 1929 debiutowała na scenie rolą Julki w sztuce Kisielewskiego W sieci. Następne jej role wileńskie to Joanna w Nocy listopadowej Wyspiańskiego i tytułowa Salonie w dramacie Oscara Wilde'a oraz Księżniczka Turandot Gozziego. Z Wilna pojechała do Krakowa, a następnie do Lwowa do Wilama Horzycy, którego uwielbiała. Do ostatnich chwil życia zachowała go w pamięci.
Do stolicy ściągnął ją Janusz Warnecki i dyrektor Arnold Szyfman do Teatru Polskiego. Warszawiacy zobaczyli ją po raz pierwszy w sensacyjnej sztuce Jerzego Tępy Fraulein Doktor jako kobietę szpiega. Zachwyciła krytyków i publiczność. Do Polskiego waliły tłumy. Widziałem to przedstawienie. Byłem nastolatkiem zakochanym w teatrze i aktorach. Do dziś zachowałem w pamięci to przedstawienie i jej bohaterkę. Po raz drugi widziałem Irenę Eichlerównę w Teatrze Narodowym, kiedy partnerowała Juliuszowi Osterwie w Wielkiej miłości Molnara. I trzecie przedstawienie, które widziałem z nią, to Kaligula Rostworowskiego, w którym grała obok Kazimierza Lellię Pauline. Do przedwojennych jej ról należą także Zanetta Dylska w Wilkach w nocy Rittnera, Aszantka w komedii Perzyńskiego, Madame Sans Gene Sardou znowu z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim w teatrze Letnim w Ogrodzie Saskim, tytułowa rola w Judycie Giraudoux i Balladyna Słowackiego w Narodowym. Tę ostatnią rolę przyjęto z mieszanymi uczuciami, uznając ją za kontrowersyjną.
W latach trzydziestych poślubiła bogatego przemysłowca Bohdana Stypińskiego i stała się osobą niezależną. Kiedy wybuchła wojna, została sama. Męża zmobilizowano. Nie wiedziała, co robić. Zdecydowała się na opuszczenie Warszawy. Wraz z siostrzenicą udała się w kierunku Rumunii. Tam spotkała polskich uciekinierów, a wśród nich znakomitego kolegę, aktora i reżysera Teatru Polskiego w Warszawie Zbigniewa Ziembińskiego. W Bukareszcie zorganizowali polski teatr i wystąpili w Przepióreczce Żeromskiego. Potem, po wielu perypetiach, poprzez Paryż dotarła do Brazylii. Opanowała język i zaczęła grać w teatrze po portugalsku w Rio de Janeiro. Odnosiła sukcesy, ale tęskniła za Polską. Korespondowała z wieloma osobami w kraju, a wśród nich z dyrektorem Arnoldem Szyfmanem, który po zakończeniu wojny namawiał ją do powrotu. Chciał mieć ją znowu w Teatrze Polskim, który odbudowano i upaństwowiono, powierzając mu kierownictwo.
Wróciła do kraju w roku 1948. Swoją pierwszą powojenną rolę zagrała w Łodzi u Erwina Axera w Joannie z Lotaryngii Maxwella Andersona. Warszawa zobaczyła ją rok później na scenie Rozmaitości przy ul. Marszałkowskiej 8 u dyrektora Dobiesława Damięckiego w Lekkomyślnej siostrze Perzyńskiego. Na premierze zgotowano jej entuzjastyczne przyjęcie na stojąco – była przecież ulubienicą publiczności.
Długie lata związana była z teatrem Współczesnym Erwina Axera, a potem z Teatrem Narodowym. Najznakomitsze jej powojenne role u Axera to Ruth w Niemcach Kruczkowskiego i rewelacyjna Pani Warren w Profesji pani Warren G.B. Shawa. W Teatrze Narodowym zaś – tytułowa Fedra w tragedii Racine'a w reżyserii Wilama Horzycy, Klitajmnestra w Agamemnonie Ajschylosa, Maria Stuart w dramacie Fryderyka Schillera i Maria Tudor Victora Hugo, Arkadina w Czajce Czechowa i Mutter Curage Bertholda Brechta. Agrypinę w Brytaniku i Serafinę w Tatuowanej róży zagrała na małej scenie Teatru Narodowego przy ul. Czackiego, gdzie dziś mieści się teatr Kwadrat. W teatrze Małym przy ul. Marszałkowskiej grała Gabrielę Zapolską w Tej Gabrieli i główną bohaterkę w węgierskiej komedii cieszącej się ogromnym powodzeniem – Zabawa w koty. Dwukrotnie gościła w teatrze Nowym przy ul. Puławskiej u dyrektora Jerzego Macierakowskiego, gdzie wystąpiła jako Eliza w Pygmalionie G.B. Shawa i jako Hanka w Moralności pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej.
Po latach ponownie wielki sukces odniosła na scenie teatru Rozmaitości za dyr. Stanisława Bugajskiego, grając Lulu w Skizie G.B. Shawa. Raz tylko wystąpiła na deskach Teatru Polskiego, kiedy dyrektorem tej sceny został Jerzy Kreczmar. Zaprosił ją do roli Szambelanowej w Panu Jowialskim Fredry.
W ostatnim okresie życia gorzkniała. To, co grała, a grała niewiele, nie było na miarę jej talentu. Zmarła 12 września 1990 roku. W ostatniej drodze życia towarzyszyły jej tłumy. Pochowano ją na Starych Powązkach. Mija właśnie piętnaście lat, kiedy rozstała się z tym światem.
Witold Sadowy, „Gazeta Wyborcza – Łódź” 2005, nr 259 (7 listopada)