Człowiek o błękitne j duszy (1929), zrealizowany w wytwórni Kaden Studio przez Michała Machwica, był dramatem podejmującym temat metempsychozy, metafizycznej tęsknoty za ideałem: „miłość wielka i prawdziwa – czytamy we wstępie do streszczenia – jest tylko powtórzeniem uczucia, gdzieś kiedyś przeżywanego, w poprzednim wcieleniu. Miłość taka powstaje samorzutnie i nieodparcie z pierwszego wejrzenia, a nawet wprost ze słyszenia – odczucia obecności istoty przeznaczonej i trwa pomimo największych przeszkód, które w końcu zawsze zwyciężyć potrafi”.
W kameralnym i statycznym filmie Machwica rzecz wyglądała następująco: dwaj przyjaciele malarz i rzeźbiarz mieszkali w mansardzie; ubogą izdebkę obok zajmowała wdowa z córką pianistką. Malarz miewał napady melancholii, z których wyrywała go gra sąsiadki. Pod wpływem Sonaty księżycowej Beethovena dolatującej zza ściany stworzył wizyjny portret pianistki, a potem, spotkawszy ją na schodach rozpoznał w niej swój ideał.
Główną rolę kobiecą odtwarzała uczennica Szkoły Kinematograficznej Michała Machwica – Dolores Orsini. Poza tym grali Bodo, Walter i Sawan (rola malarza). Obraz okazał się fiaskiem. Nawet branżowe „Kino dla Wszystkich”, tak przychylne filmom polskim, tak gościnne w stosunku do Machwica-publicysty, nie znalazło ciepłego słowa pod adresem filmu. Obraz źle wyreżyserowano, twarze bohaterek nic nie wyrażały. Reżyser tłumaczył potem, że nie brał udziału w montażu, był chory i niepowołane osoby wyręczyły go w robocie.
Historia filmu polskiego, t.1, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, 1966
Zbigniew Sawan (malarz Jan Granowski)
Eugeniusz Bodo (rzeźbiarz Roman Warczyński, przyjaciel Jana)
Dolores Orsini (Halina Marzyńska, młoda pianistka)
Tekla Trapszo (matka Haliny)
Alina Konopka (tancerka Elwira Wińska)
Władysław Walter (gospodarz domu)
Ludwik Lawiński (krawiec)
Jan Kowalski (dyrektor kabaretu)
Aleksandra Byczyńska (pokojówka)
Jacek Doliwa
Zachowana kopia filmu jest mocno zniszczona i niekompletna, przez co film bardzo rzadko jest pokazywany. Po Internecie krąży jego krótki fragment, wykorzystany w filmie dokumentalnym Stanisława Janickiego pt. Za winy niepopełnione. Eugeniusz Bodo (1997).
Bolączką naszych filmów, była słaba gra aktorów, brak urządzeń technicznych, zbyt szczupłe fundusze, i nieszczególne zdjęcia i większość innych „nieszczęść”. Natomiast reżyseria – zawsze „była w porządku”.
Coś się zaczęło psuć.
Aktorzy grali coraz lepiej, zdjęcia coraz piękniejsze – urządzeń technicznych coraz więcej – kapitały są – a filmy coraz gorsze. Jakby nie chcąc zawstydzać realizatora Tajemnicy skrzynki pocztowej wystąpił reżyser Machwic ze swoim filmem. Scenariusz względnie ciekawy. Aktorzy pozostawieni sami sobie – grali więcej niż poprawnie. Na czoło wybijał się Eugeniusz Bodo – opanowany – poruszający się z wyraźną swobodą – zadowolony, że dali mu się wygrać. Bo jest to bodaj pierwszy film polski w którym aktorzy „wygrali się” dowoli. Jednym, jak np. Bodo, wyszło to na dobre – innym brak ręki kierowniczej wiele zaszkodził, zaszkodził także filmowi. Bohater filmu Zbyszko Sawan grał, nie można temu zaprzeczyć. Zrozumiał jednak błędnie typ człowieka o „błękitnej duszy”. Za dużo było w typie stworzonym przez Sawana „mazgajstwa” za dużo bezradnego bezwładu. Lansowanie Haliny Konopki, jako pierwszego naszego wampa, było na ogół eksperymentem chybionym. Konopka – albo nie ma warunków zewnętrznych albo warunki jej fatalnie wyzyskano. Psuły wrażenia jej toalety, skąd inąd b. efektowne – niepotrzebnie ją jednak wyszczuplające i wydłużające. Pozostali aktorzy a więc Orsini, Kowalski, Trapszo, Walter, Lawiński robili co mogli...
Należałoby coś powiedzieć o reżyserii. Niestety nie mogłem się jej w filmie dopatrzeć. Narzucało się wrażenie – że artyści grali sami, że sceny były nieprzemyślane i niewyreżyserowane. Fatalny był montaż filmu. Zupełny brak tempa – kardynalnego warunku wartości filmu, bezmyślne powtarzanie małoznacznych „jakoby” symbolicznych scen, świadczą jak najgorzej o reżyserii. Odniosłem również wrażenie, że filmu właściwie nie skończono, że nie zrobiono wielu scen, które może uzupełniłyby całość, a których brak wyraźnie dawał się odczuwać. Dekoracje prof. Rouca niezłe.
Jerzy Jotyc, „Ekran i Scena” 1929, nr 5-6 (29 marca)
Popularny komik, jeden z filarów teatrzyku Qui Pro Quo, Ludwik Lawiński, powiększył ostatnio zespół wykonawców Człowieka o błękitnej duszy w roli krotochwilnego krawca, u którego zamawia frak Eugeniusz Bodo (w roli wesołego rzeźbiarza). Duet obu świetnych komików jest podobno jedną, nieustającą kaskadą śmiechu.
„Kurjer Literacko-Naukowy”, „Kurjer Filmowy” 1929, nr 11 (10 marca)
Wieści zza kulis wytwórni głoszą, że Człowiek o błękitnej duszy, oryginalny film. reż. M. Machwica, pobił już rekord polski, co do metrażu nakręconych zdjęć. Długość zużytej taśmy przekroczyła jak się okazuje 20 000 metrów! Świadczy to o wysokich wymaganiach reżysera, który z kilkakrotnie naświetlonych scen wybierze jedną, najlepszą, tak, aby ogólny metraż zmieścił się w normalnych rozmiarach (3 000 m.). Zdjęcia są już na ukończeniu.
„Kurjer Łódzki”, „Kurjer Filmowy” 1929, nr 12, s. 228 (17 marca)