Żyjący z dnia na dzień rolnik, pewnego dnia postanawia się zmienić, ciężko pracuje, a swoje plony sprzedaje Syndykatowi Rolniczemu. Dostaje godziwą zapłatę i bony premiowe. Nagle stać go na wszystko i jego życie się zmienia na lepsze.
Warszawa, 5 XII. Od kilku dni na ekranach warszawskich kin wyświetlany jest najnowszy polski film krótkometrażowy pt. Lepsze jutro, który nakręcono kilka tygodni temu w Warszawie.
Treścią tego ciekawego, o głębszym założeniu dydaktycznym obrazu, jest praca na roli i wykuwanie sobie „lepszego jutra”, przez wieśniaka polskiego, Wojciecha. To „lepsze jutro” uśmiechnie się do Wojciecha wtedy, gdy uświadomiony, racjonalnie gospodarujący, zrozumie swój obowiązek wobec współrodaków i społeczeństwa, i wypełni wyznaczony kontyngent.
Otrzyma za to w Syndykacie Rolniczym należną zapłatę i w nagrodę bony premiowe. Za nie może kupić Wojciech produkty, narzędzia, materiały, naftę, a nawet wódkę, itp. Wtedy zrobi się w jego chacie – dawniej ciemnej, zaniedbanej i ubogiej – jasno, ciepło, wesoło i dostatnio. Przybędzie pieniędzy i odzieży, będzie z czego uszyć wyprawę dla córki, a sam Wojciech przy niedzieli z kumami chętnie wychyli nieco gorzałki…
Film ukazuje się w świetnym ujęciu reżyserskim (Buczkowski) i fotograficznym (piękna, oryginalna gra cieni), kilka faz pracy na roli wieśniaka. Uczestniczymy przy zasiewach, żniwach, zwózce, jesteśmy z Wojciechem w Syndykacie Rolniczym, gdy odstawi kontyngent i towarzysząc mu po sklepach, dowiadujemy się, jakie korzyści przynoszą bony premiowe. Kończy krótkometrażówkę miły, swojski obrazek uroczystości zaręczyn dorodnej córki naszego Wojciecha.
Kontrast początkowej nędzy i zaniedbania Wojciecha, z dobrobytem po uświadomieniu – doskonale uchwycony. Pięknie zachowana gwara chłopska w zgrabnym dialogu.
Grają: niezrównana Helena Zarembina, ten nasz najlepszy „komik w spódnicy”, bajeczny w wyrazie, charakterystycznym z plastyką, rysujący sylwetkę kuma – Stanisław Jaworski, pełna urody i młodości wieśniaczka w osobie utalentowanej Hanki Piaseckiej i inni ulubieńcy nasi ze srebrnego ekranu.
„Dziennik Radomski” 1941, nr 284, s. 3 (5 grudnia)