Miłość przez ogień i krew
1924 rok
24 kwietnia 1924 roku
dramat
pełnometrażowy
zaginiony
Jan Kucharski
niemy
Albert Wywerka
Franciszek Siedlecki (projekty), Józef Galewski
Związek Inwalidów Wojennych
USA (Miłość / Love Thrugh Fire and Blood)
Fabuła była pretekstem do przedstawienia obrony Warszawy przed bolszewikami w 1920 roku.
Adolf Dymsza (Wojtuś Grzęda, maszynista teatralny)
Józef Śliwicki (weteran z 1863 roku)
Janina Prawdzic (Basia, wnuczka weterana)
Halina Maciejewska (Zosia, wnuczka weterana)
Józef Turczyński (stary sługa)
Karol Benda (Zygmunt Kalinowski, literat)
Edward Kucharski (Jan Orda, muzyk)
Laura Dunin-Osmólska (matka Jana Ordy)
Henryk Barwiński (pułkownik)
Felicja Pichor-Śliwicka (żona pułkownika)
Halina Cieszkowska (córka pułkownika)
Jerzy Jabłoński (marszałek Piłsudski)
Henryk Rydzewski (adiutant Piłsudskiego)
Janusz Srebrzycki (generał Józef Heller)
Antoni Bednarczyk (Wincenty Witos)
Stanisław Mroziński (umierający skaut)
Karolina Lorenc (alegoryczna postać Polski)
Józef Chmieliński (drugi weteran)
Wiesław Gawlikowski (kapelan wojskowy)
Helena Marcello-Palińska (Matka-Bohaterka)
Walery Jastrzębiec (komendant szpitala)
Wincenty Rapacki (syn) (dyrektor teatru)
Stanisław Purzycki (inwalida suchotnik)
E. Ossorja-Brochocka (Anusia, pokojówka)
Aleksander Szarkowski (Lew Trocki)
Tadeusz Wołowski (Włodzimierz Lenin)
Juliusz Sulima (komisarz na Polskę)
Janusz Nowacki (dowódca bolszewicki)
Lucjan Kraszewski (prowokator bolszewicki)
Film miał sześć aktów.
Przed niedawnym czasem wyświetlano w największych kinach w Warszawie Rococo i Światowid - a w Bydgoszczy w Nowości - patriotyczno-propagandowy film pod powyższym tytułem. Film ten posiada wszelkie walory szlachetnej propagandy niezmiernie subtelnie przeprowadzonej przez autora w pełnym poezji scenariuszu, a doskonała reżyseria Jana Kucharskiego owiała go czarem, wyciskając niejednokrotnie łzy u każdego prawdziwego Polaka. Jako tło do pięknie rozwiniętego dramatu młodych dusz - użył autor najchlubniejszej chwili naszej współczesnej historii, kiedy Polska z calem zaparciem się, broniąc swego serca - Warszawy, uwolniła Europę przed nawalą bolszewicką.
Z grających na pierwszy plan wysunęli się pp. Dymsza, znakomity Wojtek, uosabiający pełną fantazji postać polskiego ochotnika - Józef Śliwicki weteran - Karol Benda i Kucharski Edward, Barwiński w świetnej kreacji pułkownika - Jabłoński pyszny jako marszałek Piłsudski - Srebrzycki, generał Haller - Bednarczyk, Witos - Gawlikowski, ks. Skorupka - Mroziński, umierający skaut - doskonała Pichor-Śliwicka, Dunin Osmólska, prześliczne Maciejewska i Cieszkowska oraz Lenin - Wołowski.
Zdjęcia operatora p. Wywerki - zasługują na pełną pochwałę.
P. Jan Kucharski, dał nam dowód swej niespożytej energii i rozwijającego się talentu, zaś dzieło jego ostatnie winno z punktu widzenia patriotyczno-propagandowego ujrzeć ekrany zagraniczne, przynosząc poza doskonalą korzyścią materialną, żywotną chlubę polskiej działalności filmowej.
Dr T. Izdebski
„Przegląd Teatralny i Filmowy” 1924, nr 8
Z racji wyświetlenia obrazu Miłość przez ogień i krew w kinie Rococo w Warszawie „Kurjer Polski” zamieścił niżej podaną recenzję, która sądzimy jest zupełnie miarodajną, aby zachęcić miłośników kina w Wilnie do zobaczenia tego niezwykłego polskiego filmu w Polonji - gdzie ma być w najbliższych dniach wyświetlanym. (Przyp. red.).
Bez szumnych reklam i zapowiedzi nowy film polski przez ogień i krew wkradł się wprost do serc widzów i wzruszył do głębi. I nic dziwnego skoro autor realizator i reżyser pokusili się o odtworzenie wielkiego historycznego momentu z walk o obronę ojczyzny: Cudu nad Wisłą. Na tle drobnego konfliktu sercowego rozgrywa się wielki dramat dziejowy. Wskrzesło hasło: „do boju” na zew ojczyzny: bolszewik pod murami.
Stają do szeregu starzy, młodzi, dzieci i kobiety: nie ma wahań, nie ma dość ofiar i poświęcenia: bohaterski kapelan, Marszałek, pułkownicy, generałowie, robotnik inteligent. A potem: C u d, ofiary inwalidzi - i wreszcie wezwanie do pamięci o nich, która niestety zbyt szybko w społeczeństwie naszym wygasła. Wszystkie zdjęcia zaszczyt przynoszą operatorowi, jasne, czyste wyraźne: sceny zbiorki i walk z wielkim umiarem artystycznym pomyślane i wyreżyserowane, choć niezbyt liczne dekoracje pomysłowe i ładne.
Gra całego zespołu, i wybornym Wojtkiem, p. Dymszą na czele, nie pozostawia nic do życzenia. Z dużym sentymentem grały swoje role śliczna p. Maciejewska, która zapowiada się jako jedna z lepszych gwiazd filmowych, p. Cieszkowska, pani Pichor, p. Kucharski - bohater Orda, p. Barwiński - pułkownik w trudnej roli ociemniałego. Pani Dunin-Osmólska, po raz pierwszy ukazująca się na ekranie, zrobiła nam prawdziwy niespodziankę. Utalentowana artystka ma wyborne warunki, twarz wyrazistą, mimikę umiarkowaną, ruchy pełne prostoty. Mamy nadzieję, iż ujrzymy ją niejednokrotnie w odpowiedzialniejszych rolach. Film długo gościć będzie na ekranie, sądząc po zapełnionej po brzegi sali, a powinna go ujrzeć bezwzględnie i zagranica.
„Sztuka i Film” 1924, nr 3 (12-17 maja 1924 roku)
Miłość przez ogień i krew (reżyser Kucharski). Tragizm w życiu graniczy zwykle z komizmem. Podobnie i z filmami: kiepski dramat jest przecież nieraz dość dobrą farsą. Na przykład film, który zatytułowano ponuro: Miłość przez ogień i krew, daje możność, jak owe kalendarze przed dworcem wiedeńskim „i samemu się uśmiać i cały dom zabawić”.
Plakat tego filmu, jak ktoś tłumaczył, ma wyobrażać reżysera Kucharskiego, znęcającego się nad publicznością. Poza tym grożą pokazywaniem Hallera, Witosa, Lenina i Trockiego. Nie tak to łatwo jednak odstraszyć prawdziwych amatorów: tłumnie, w skupieniu śpieszą oglądać patriotyczne panopticum kinowe.
Przez pierwszych kilka aktów widać na ekranie grono osób ucharakteryzowanych na aktorów. Ludzie ci pracowicie kochają się, grają na skrzypcach i wygłaszają patriotyczne sentencje. Można także poznać kiedy są wzruszeni, bo wtedy zwykle poruszają gwałtownie klatkami piersiowymi. Wreszcie zaczyna się tak zw. „cud nad Wisłą” i wszyscy wyjeżdżają na rembertowski poligon. A tam bolszewicy! Więc wojna! Haller telefonuje do kompanii skautów. Weygand pali fajkę. Oficerowie salutują. Witosa dwóch generałów prowadzi przez okopy i Witos rozdaje papierosy. Ledwie rozdał, a tu bolszewicy atakują. Więc Witos rwie się do boju, aż go dwóch generałów musi trzymać. I byłoby już kiepsko, ale zjawia się ks. Skorupka i biegnie naprzód bardzo prędko. Później kompania z Rembertowa biega jeszcze to w tę, to w tamtą stronę (kina pewnie, bo to w pełnym rynsztunku), no i wreszcie bolszewicy uciekają, bo jest ich tylko 20, a to na jednego Kucharskiego za mało. Jest trochę rannych i tkliwe siostry miłosierdzia. Ranni trochę się martwią, bo jeden to nawet nie ma obu rąk, ale przychodzi Piłsudski i rozdaje ordery, więc wszyscy się cieszą. Po tym wszystkim główny amant pozbawiony prawej ręki, musi jeszcze więcej ruszać klatką piersiową, żeby pokazać, jak nieszczęśliwie jest zakochany. Kończy się tak: amant chce ją i jego zastrzelić, ale przychodzi sanitariuszka i prosi, żeby tego nie robił, żeby sobie wyperswadował, bo ona go b. kocha i z nią też się może ożenić - no i amant żeni się z sanitariuszką. Inwalidzi w swoim inwalidzkim domu martwią się, że inni sobie tańczą w Oazie, a oni nic. Na to przychodzi pewien pułkownik i powiada: słuchajcie, wszystko będzie dobrze, tylko musimy założyć orkiestrę inwalidzką...
Swego czasu wstrząsające wrażenie wywierała na mnie śmierć z „Szopki krakowskiej nr 1” oraz diabeł, który mówił: „Królu Herodzie, za twe zbytki chodź do piekła, boś ty brzydki”. Jednak groza tamtego wspomnienia blednie wobec straszliwej sceny w Kremlu, jaką pokazał nam p. Kucharski. Proszę sobie tę scenę wyobrazić: za oknem widać Kreml, pod oknem stół, obok stołu Lenin i Trocki, na stole globus. Wzrok dziki, suknia plugawa, rewolwery za pasem... Trocki pokazuje Leninowi globus. Lenin kiwa głową. Wołają komisarza. Znów: wzrok dziki, suknia plugawa, itd. Pokazują komisarzowi Warszawę na globusie. Komisarz kiwa głową. Salutuje i wychodzi z Leninem. Wtedy Trocki obejmuje globus obu rękami. Równocześnie na przedzie sceny ukazuje się słup dymu. Br... Okrrropność!!!...
Spodziewam się, że film ten zwróci na siebie uwagę patriotycznej prasy. Noszę się więc z zamiarem oddania do „Dwugroszówki” artykułu o potrzebie podniesienia poziomu agitacji antybolszewickiej...
A teraz pomówmy poważnie. Ta nędzna bzdura filmowa, ten szczyt niedołęstwa reżyserii, okaz sklepikarskiego patriotyzmu, to paskudztwo zaśmiecające ekrany warszawskie - stanowi dostateczny powód do wyrzeczenia się na czas dłuższy filmów tendencyjnej krajowej wytwórczości.
b.
„Nowa Kultura” 1924, nr 18 = nr 33, s. 423 (3 maja 1924 roku)


