Skwarecka Alice
Alice Skwarecka
Laureatka konkursu tygodnika Kino na najbardziej fotogeniczną czytelniczkę w roku 1932. Nagrodą w konkursie był udział w filmie. Dzięki wygranej statystowała na planie komedii Jego ekscelencja subiekt.
1933 JEGO EKSCELENCJA SUBIEKT (uczestniczka balu)
Urocza panna Alice Skwarecka figurująca w rzędzie najfotogeniczniejszych naszych Czytelniczek w r. 1932, brała udział w filmie Jego Ekscelencja Subjekt i w obszernym liście opisuje swoje wrażenia: a więc kolejno, jak wezwał ją reż. Waszyński, jak odbyła się charakteryzacja, jak ją oblano farbowaną wodą przy toaście na cześć radcy Chełmońskiego, jak mamusia nie odstępowała jej ani na krok i jak spiesząc autem do atelier, omal nie padła ofiarą wypadku. A oto zakończenie –
„Praca w atelier była dla mnie bardzo, bardzo miła. Wszyscy byli bardzo sympatyczni i miałam wkrótce znajomych, przytem spotkałam się z koleżanką ze szkoły dramatycznej; było mi więc weselej. Samo atelier wydawało mi się rajem: tak jasno, tak ciepło, a lampy wcale mnie nie raziły. Przytem widziałam na własne oczy żywych artystów, których nie miałam sposobności poznać. Wogóle byłam tak bardzo szczęśliwa, że te 3 dni, które tam spędziłam, wydawały mi się chwilą. I potem był koniec, to chyba najsmutniejsza rzeczywistość, bo były to dni najciekawsze i najpiękniejsze zarazem w mem krótkiem życiu…
Drugą taką chwilą pełną emocji było oglądanie tego filmu. Nigdy jeszcze z tak wielkiem zaciekawieniem nie oglądałam żadnego filmu, ja, taka Kinomanka. Każda scena przypominała mi się, niektóre djalogi znałam już na pamięć. Szukałam też siebie między gośćmi tańczącymi, ale lepiej mogłam siebie zobaczyć, bo trochę dłużej wtedy, gdy Bodo jest w gronie kilku panien i ogląda swoją niby podobiznę w gazecie, a potem przychodzi Benita i prosi „ekscelencję” do tańca. Wychodząc z kina słyszałam, jak chwalono film, mówiąc, że doskonała reżyserja i że p. Waszyński przeszedł siebie i że nie spodziewali się tak udanego polskiego filmu!!! Hurra!!! Słysząc te słowa byłam bardzo, bardzo rada.
A jeszcze jedno - przy końcu filmu kilkanaście osób biło brawo, co mnie ucieszyło, bo publiczność polska zwykle wszystko przyjmuje na zimno i zbyt flegmatycznie. Więc i ja im pomagałam, bijąc mocne brawa i rozglądając się rozgorączkowanemi oczami po pełnej sali. Jestem dziś chyba najszczęśliwszą istotą, gdy tylko pomyślę o tylu, tylu, tylu miłych i niezapomnianych wrażeniach, za co jeszcze raz tak bardzo i serdecznie kochanemu p. Redaktorowi dziękuję. Alice Skwarecka.
(Kino. Tygodnik Ilustrowany 1933 nr 20)


