Maria Łączyńska, mając 16 lat, wychodzi za mąż za hrabiego Walewskiego, mężczyznę siedemdziesięcioletniego. Zbliża się Napoleon ze swą armią. Maria wita ją w Błoniach koło Warszawy. W czasie balu tańczy z Napoleonem.
Cesarz stara się o pozyskanie Walewskiej, posyłając jej drogie klejnoty. Walewska nie wie na razie, co ma począć. Wreszcie zgadza się na „sam na sam” z Napoleonem, przybywając do zamku. Rozchodzi się ze swym mężem i odtąd już stale przebywa z wielkim wodzem. Niesnaski zachodzące między nimi usuwała nadzieja przyjścia na świat młodego Napoleona, który miał zająć miejsce po ojcu w dalszej walce o wolność narodów.
Stefan Jaracz (Napoleon Bonaparte)
Maria Dulęba (Maria Walewska)
Bronisław Oranowski (książę Józef Poniatowski)
[Jan Malarski] Najgłębiej utkwiła mi jednak w pamięci historia obrazu, zakrojonego już na wielką skalę i ze względu na samą treść, dla Warszawy rewelacyjną.
Była to Pani Walewska.
Wiele trudów, protekcji i szeleszczących argumentów trzeba było użyć, by otrzymać prawo na sfilmowanie tak niebezpiecznego i niebłagonadiożnego obrazu. Pamiętam, jak dziś, nasza radość, gdy znalazł się na biurku egzemplarz, z magicznym: „dozwoleno cenzuroju”. Tytułową rolę - mówi dalej p. Malarski - grała Maria Dulęba, Napoleona Jaracz, a ks. Józefa Oranowski, aktor dość przeciętny, lecz klasycznej wówczas urody. Zdobywszy z trudem pozwolenie, mieliśmy trudniejszy orzech do zgryzienia - wjazd Napoleona do Warszawy, w otoczeniu... ułanów polskich. Tu zabłysnął w całej pełni metterniechowski talent Hertza.
Uzyskaliśmy nie tylko pozwolenie, lecz dano nam do dyspozycji szwadron dragonów rosyjskich, których przebraliśmy za ułanów ks. Józefa. Współczesne pokolenie nie potrafi dokładnie wyczuć tej sytuacji i politycznego pieprzyku. Kostiumy, przeważnie autentyczne, bardzo skwapliwie wypożyczył nam Teatr Wielki, i scenę wjazdu Napoleona nakręciliśmy w Łazienkach. Trzeba było widzieć miny publiczności, gdy ujrzała polskich ułanów. Nadawały się one może bardziej do uwiecznienia na taśmie od samego scenariusza.
Produkcja nasza rozwijała się pomyślnie, ku czemu w dużej mierze przyczynił się również senior operatorów, Stanisław Sebel.
„Kino” 9 lutego 1936 roku, nr 6