Hipolit Pączek, właściciel warszawskiej kamienicy przy ul. Szczęśliwej 13, jest miłośnikiem muzyki klasycznej. Razem z przyjaciółmi tworzy zespół, który od czasu do czasu gra w jego mieszkaniu. Utrapieniem Hipolita jest mieszkający nad nim Henryk Pączek, spiker radiowy i dyrygent kameralnej orkiestry jazzowej, która co jakiś czas ma u niego próby. Obaj sąsiedzi szczerze się nie znoszą. Hipolit chętnie pozbyłby się lokatora, ale ten płaci czynsz regularnie, „na złość” kamienicznikowi.
Pewnego dnia, późnym wieczorem, do stryja Hipolita przyjeżdża Lodzia. W wyniku pomyłki wchodzi do mieszkania Henryka, który w tym czasie bawi się na dancingu. Podchmielony Henryk wraca w nocy do domu. Przynosi ze sobą żywą gęś, którą wygrał na loterii. Jest mile zaskoczony obecnością urodziwej i pełnej wdzięku nieznajomej. Lodzia nie może wyjść, bo gospodarz zamknął drzwi, a klucz wyrzucił przez okno. W rezultacie Lodzia nocuje u Henryka, który udostępnił jej swoją sypialnię, a sam położył się spać w „drugim pokoju”, czyli łazience. Rano mężczyzna odzyskuje klucz i wychodzi po zakupy na śniadanie. W tym czasie Lodzia opuszcza mieszkanie spikera radiowego. Henryk jest zrozpaczony, bo zakochał się w nieznajomej od pierwszego wejrzenia. Na szczęście znajduje w pokoju wizytówkę z nazwiskiem Alicji Boneckiej, do której dzwoniła Lodzia pod nieobecność lokatora mieszkania.
W radiu zakochany i szczęśliwy Henryk spotyka swojego przyjaciela Kulkę-Kulkiewicza, który poluje na pannę z posagiem. Na jego liście znajduje się również Alicja Bonecka, którą Henryk każe mu natychmiast wykreślić. Namawia go natomiast na małżeństwo z Lodzią Pączkówną, bratanicą swojego sąsiada, uważając to za świetny żart. Henryk dzwoni do Alicji Boneckiej, którą właśnie odwiedziła Lodzia Pączkówna. Lodzia przejmuje słuchawkę i umawia się z Henrykiem na dziewiątą wieczorem.
Tymczasem Kulka-Kulkiewicz intensywnie przekonuje Hipolita Pączka, że jest najlepszym kandydatem do ręki Lodzi. Zaprasza kamienicznika z bratanicą na radiowy bal maskowy. Lodzia spotyka tam Henryka i postanawia przyznać się kim jest, ale Henryk jej nie wierzy. Lodzia przypadkowo słyszy koniec rozmowy, jak Henryk tłumaczy koledze, że Kulka-Kulkiewicz ożeni się z Pączkówną dla pieniędzy. Lodzia jest przekonana, że chodzi o Henryka i zrywa z nim znajomość. W trakcie zabawy Henryk wykonuje swój popisowy numer – przebrany za kobietę śpiewa piosenkę Sex appeal. Hipolit, przebrany za rycerza, traci głowę dla artystki. Henryk z nim flirtuje, ale zdenerwowany nieobecnością Lodzi, demaskuje się.
Następnego dnia Henryk idzie do Boneckiego, by prosić o rękę jego córki. Kiedy pojawia się prawdziwa Alicja, pomyłka wychodzi na jaw.
Po kolejnych nieporozumieniach dochodzi do wspólnego występu muzyków Henryka i Hipolita w studiu radiowym. Sąsiedzi godzą się, a Lodzia i Henryk wreszcie mogą być razem.
Upamiętnienie
- Piętro wyżej Leona Trystana jest jednym z pierwszych 70 filmów, które jesienią 2025 roku trafiły na Listę Polskiego Dziedzictwa Filmowego.
Artykuły powiązane
We wrześniu 1938 roku w Warszawie film został zdubbingowany na język jidysz. Nosił tytuł Shkhnim (Sąsiedzi). Film był przygotowywany na rynek amerykański. Niezależnie od tej wersji na rynku amerykańskim pojawiła się wcześniej wersja Piętra wyżej. Piosenki, które wykonywał Eugeniusz Bodo w filmie, zaśpiewał i nagrał na płytach w jidysz znany żydowski aktor i piosenkarz Mieczysław Oppenheim. Nie można wykluczyć, że również on podkładał swój głos w piosenkach w filmie.
W roli muzyka w zespole Henryka wystąpił Ludwik Perski, jeden z najbardziej znanych i cenionych po II wojnie światowej realizatorów filmów dokumentalnych.
W marcu 1937 roku wybuchł sądowy spór o tytuł Piętro wyżej.
Scena występu „krajowego wyrobu Mae West” – to jedna z najzabawniejszych, najbardziej znanych i wieloznacznych (jako wczesny przykład ekranowego queeru) w polskim kinie przedwojennym. Według anegdoty zawdzięczamy ją cukiernikowi (choć w różnych wersjach profesja się zmieniała) z Radomia, który bawiąc w Warszawie widział Bodo w popularnej farsie Brandona Thomasa Ciotka Karola – i bardzo mu się tam podobał. Kiedy więc dostał od producentów Piętra wyżej propozycję zostania jednym ze sponsorów filmu – zgodził się pod warunkiem, że grający główną rolę gwiazdor się będzie się w jakiejś scenie przebierał za kobietę. Tyle zabawna legenda, której jednak przeczą fakty: co prawda Eugeniusz Bodo rzeczywiście zagrał na scenie Cyrulika Warszawskiego Bobberleya, młodego arystokratę biorącego udział w pozornie niewinnej intrydze przyjaciół, udając tytułową ciotkę jednego z nich – tyle że premiera przedstawienia odbyła się niemal pół roku po tym, jak komedia Trystana weszła na ekrany. Nie można jednak wykluczyć, że istniał cukiernik, który widział Bodo przebranego za kobietę, ale w całkiem innej sztuce. Film odniósł wielki sukces, który wpłynął na decyzję, by wznowić w Warszawie (kilka lat wcześniej wystawiana w innym teatrze) Ciotkę Karola. Decyzję ze wszech miar słuszną, bo wyreżyserowana przez Jerzego Gołaszewskiego farsa wykorzystując popularność Piętra wyżej (kobiecy kostium Bodo przypominał bardzo ten filmowy) przyciągała publiczność.
Sex appeal
muzyka: Henryk Wars
słowa: Emanuel Schlechter
wykonanie: Eugeniusz Bodo
Wy jesteście mocni, silni – my słaba płeć,
Lecz my mamy coś, co byście wy chcieli mieć
Co jest warta wasza siła, wasza pięść i twarda dłoń?
My kobiety, choć słabiutkie, mamy na nas jedną broń!
Sex appeal, to nasza broń kobieca,
Sex appeal, to coś co was podnieca,
Wdzięk, styl, szarm, szyk -
Tym was zdobywamy w mig.
Jeden znak, a już nie wiecie sami
Co i jak, wzdychacie godzinami:
Ech! Och! Ach! Ach!
I męczycie się, że strach.
Jeden uśmiech, jedna minka, już każdy z was
Najtwardszy głaz
Od razu grzeczny jest,
Serdeczny jest
dla każdej z nas
Słaba płeć, a jednak najsilniejsza,
Słaba płeć, a jednak najmocniejsza,
Wdzięk, szyk, szarm, styl,
Wasza broń to sex appeal!
Ta ma auto, ta brylanty, ta futer puch,
Inna znowu pereł sznur, a ja – parę nóg,
I na twarzy dwa dołeczki, ładne oczy, ładne brwi,
To ważniejsze niż bogactwa, bo w tym wszystkim właśnie tkwi.
w nagraniach i wydaniach nutowych pojawia się inny tekst drugiej zwrotki
Perły, futra nie są ważne, bo słaba płeć
Zamiast pereł, aut i skarbów wdzięk musi mieć
Miły uśmiech, zgrabne nóżki, mały nos i ładne brwi
To ważniejsze niż bogactwa, bo w tym wszystkim właśnie tkwi.
przedwojenne nagrania płytowe piosenki
- orkiestra taneczna pod dyr. Henryka Warsa, refren śpiewa Adam Aston (1937)
- orkiestra taneczna pod dyr. Henryka Warsa (1937)
- orkiestra taneczna pod dyr. Jerzego Gerta, refren śpiewa Albert Harris (1937)
- Tadeusz Faliszewski z towarzyszeniem orkiestry (1937)
- Menasze Oppenheim z towarzyszeniem orkiestry tanecznej Syrena-Record (w jęz. jidysz) (1938)
Umówiłem się z nią na dziewiątą
muzyka: Henryk Wars
słowa: Emanuel Schlechter
wykonanie: Eugeniusz Bodo
Ósma cztery jakaś płyta,
Ósma dziewięć ktoś coś czyta,
To nie ważne, najważniejsza dziś jest ona
Pierwsza, siódma, trzecia, piąta...
Ktoś mi wszystko dziś poplątał,
Ale jedno, jedno wiem
Umówiłem się z nią na dziewiątą,
Tak mi do niej tęskno już,
Zaraz wezmę od szefa akonto,
Kupię jej bukiecik róż,
Potem kino, kawiarnia i spacer
W księżycową jasną noc
I będziemy szczęśliwi, weseli,
Aż przyjdzie północ i nas rozdzieli,
I umówię się z nią na dziewiątą,
Na dziewiąta tak jak dziś.
Jak ten czas powoli leci
Pierwsza druga, w pół do trzeciej...
Do dziewiątej jeszcze tyle tyle godzin.
Gdyby można zrobić czary,
Ponapędzać te zegary,
By dziewiąta była już.
w „Głosie Porannym” (1937, nr 86) wydrukowano nieco inny tekst piosenki
Ósma rano mam być w biurze.
Wyjdę z biura, kupię różę,
Po tym długo, długo nic...
A po tym ona pierwsza,
Siódma, trzecia, piąta.
Ktoś mi wszystko dziś poplątał
Ale jedno, jedno wiem
Umówiłem się z nią na dziewiątą,
Tak mi do niej tęskno już.
Zaraz wezmę od szefa a conto,
Kupię jej bukiecik róż,
Po tym kino, cukiernia i spacer
W księżycową jasną noc
I będziemy szczęśliwi, weseli,
Aż przyjdzie północ i nas rozdzieli
I umówię się z nią na dziewiątą, na dziewiątą tak jak dziś.
Jak ten czas powoli leci,
Pierwsza, druga, wpół do trzeciej,
Do dziewiątej jeszcze tyle, tyle godzin,
Gdyby można zrobić czary,
Ponapędzać te zegary
By dziewiąta była już...
przedwojenne nagrania płytowe piosenki
- Mieczysław Fogg, orkiestra Syrena-Record (1937)
- Marian Demar, orkiestra pod dyr. Iwo Wesby'ego (1937)
- orkiestra taneczna pod dyr. J. Gerta, refren śpiewa Albert Harris (1937)
- Tadeusz Faliszewski z towarzyszeniem orkiestry (1937)
Dzisiaj ta i jutro ta
muzyka: Henryk Wars
słowa: Emanuel Schlechter
wykonanie: Eugeniusz Bodo
Gdy ktoś, jak ja
Posadę dobrą ma
I młody jest i ogień ma we krwi,
Ten wciąż, co dnia
Używa gdzie się da
I trzyma się zasady, która brzmi:
Jeżeli kochać, to dzień, lub dwa,
Bo wtedy człowiek przyjemność ma,
Gdy dzisiaj ta, a jutro ta.
Co dziś użyję, to wiem, że mam,
Co dziś wypiję, to wiem, że sam,
Na razie brać, brać co się da.
Za parę lat, kto wie,
Co spotka jeszcze mnie,
Więc puki czas korzystam z życia.
Co będzie jutro nie moja rzecz,
Nie patrzę na przód, nie patrzę wstecz,
Jedno wiem, wiem, wiem, wiem:
Żyję dzisiejszym dniem!
Dziś, dziś, dziś, dziś,
To mi zaprząta myśl!
***
Gdy ktoś, jak ja...
Jak ja pewnego dnia
Poczuje, że się ktoś do serca wkradł,
To z nim już źle,
Już nie wie, czego chce,
Choć wiedział przez dwadzieścia parę lat.
Zaczyna marzyć, zaczyna śnić,
Że bez tej jednej nie może żyć,
Że dzisiaj ta i jutro ta!
A reszta znika, jak znika dym,
Bo ona przy nim i ona z nim
I ona już każdego dnia.
I nagle cel już mam,
Bo już nie jestem sam
I jestem pierwszy raz szczęśliwy.
Nie patrzę naprzód, nie patrzę wstecz,
Znalazłem moją najdroższą rzecz
I wiem, że ta, ta, ta, ta
Ta moje serce ma!
Ta, ta, ta, ta
Do ostatniego dnia!
przedwojenne nagrania płytowe piosenki
- orkiestra taneczna pod dyr. Iwo Wesby, refren śpiewa Adam Aston (1937)
- orkiestra teatru rewiowego APW pod dyr. Henryka Warsa (1946)